wtorek, 28 kwietnia 2015

Domowa_wdlina_z_udek_kurczaka_z_szynkowaru_1_of_1

Ostatnio w moim ulubionym mięsnym tak rzadko można dostać udka z kurczaka zagrodowego, że gdy w końcu je przywieźli, wzięłam 6 dużych sztuk i dopiero po przyjściu do domu zaczęłam się zastanawiać, co z nimi zrobić. Nie lubię mrozić drobiu, więc w grę wchodziło tylko ich szybkie wykorzystanie, a że na obiad starczają nam 2 sztuki (1 dla Krzyśka, a drugie na spółkę dla mnie i Julci), 4 i tak musiałam inaczej zagospodarować.

Po chwili wpadłam na pomysł, że domowa wędlina z udek kurczaka z szynkowaru rozwiąże moje problemy. Użyłam więc najbardziej pasujących do drobiu przypraw, wpakowałam wszystko do szynkowaru i następnego dnia mogłam się cieszyć kolejną pyszną domową wędliną.  

Polecam Wam również przepis na domową wędlinę drobiowo- wieprzową z szynkowaru czy wędlinę z kurczaka z szynkowaru

 

Domowa wędlina z udek kurczaka z szynkowaru

 

Składniki:

4-6 udek lub ćwiartek z kurczaka o łącznej wadze ok. 1,2 kg

1 łyżka słodkiej papryki

1 łyżka majeranku

1 łyżeczka pieprzu ziołowego

1 łyżeczka soli peklującej bez glutaminianu sodu

2 łyżeczki żelatyny

1 ząbek czosnku

50 ml wody

 

Przygotowanie:

Udka dokładnie oczyszczamy i płuczemy. Usuwamy kości.

Czosnek obieramy, przeciskamy przez praskę. Dodajemy do udek wraz z roztartym w dłoni majerankiem oraz pozostałymi przyprawami, żelatyną i wodą. Dokładnie mieszamy, starając się jak najlepiej natrzeć mięso. 

Udka przekładamy do woreczka umieszczonego w szynkowarze. Zamykamy urządzenie. Odstawiamy do lodówki na co najmniej 3-4 godziny, a najlepiej na całą noc. 

Szynkowar wkładamy do wysokiego garnka i wlewamy tyle wody, aby sięgała nieco ponad poziom mięsa.

Gotujemy przez 75-80 minut w temperaturze 80 stopni. Po ostudzeniu wkładamy do lodówki na całą noc.

Wędlinę wyciągamy z szynkowaru usuwamy woreczek. Podajemy pokrojoną w cienkie plastry.

Domowa_wdlina_z_udek_kurczaka_z_szynkowaru_3_of_1

Domowa_wdlina_z_udek_kurczaka_z_szynkowaru_9_of_1

Pozdrawiam i życzę smacznego,

Bernadetta

 

 

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

koktajl_z_jarmuzu_z_truskawkami_i_mlodym_jeczmieniem_5_of_1

Ostatnio na topie jest młody jęczmień. Ja używam go od kilku ładnych miesięcy, ale niestety niezbyt regularnie, ale obiecuję poprawę. Przecież muszę na własnej skórze sprawdzić czy faktycznie jest taki super hiper :P Wszak podobno przyspiesza on przemianę materii, oczyszcza organizm z toksyn oraz poprawia naszą odporność. No i głośno jest również o intensywnym opóźnianiu przez niego procesów starzenia. A, że na karku już ponad 30, to pora się tym mocno zainteresować. 

Jeśli więc za jakieś pół roku pokażę Wam swoje zdjęcie jako 18-latki, to będzie znaczyć, że młody jęczmień faktycznie działa :D Oczywiście żartuję, ale naprawdę zamierzam włączyć go do diety na stałe. W koktajlach można łatwo zneutralizować jego "trawiasty" smak, więc nie powinnam mieć problemów z przemyceniem go także moim najbliższym. 

Dziś zapraszam na koktajl z truskawkami i młodym jęczmieniem, w którym smak tego ostatniego jest niemal niewyczuwalny. A za tydzień będzie na Was czekał przepis na koktajl sportowca z dodatkiem jęczmieniu. Mega energetyczny i zdrowy.

Oczywiście polecam również inne moje przepisy na zdrowe miksowanie, w tym orzeźwiający koktajl z melonem i szpinakiem oraz energetyczny koktajl z kumkwatem, melonem i awokado.

 

Koktajl z truskawkami i młodym jęczmieniem

 

Składniki:

300 g truskawek

1 szklanka jarmużu (bez zdrewniałych fragmentów liści)

1 duża soczysta pomarańcza

2 łyżki syropu klonowego

200 ml wody niegazowanej

1,5 łyżeczki mielonego lnu

1 czubata łyżeczka młodego jęczmieniu

 

Przygotowanie:

Tuskawki płuczemy, usuwamy szypułki. Jarmuż płuczemy. Pomarańczę przecinamy na pół, wyciskamy cały sok.

Do pojemnika blendera wrzucamy truskawki oraz jarmuż. Dolewamy sok z pomarańczy, miksujemy dokładnie. 

Dodajemy mielony len, młody jęczmień, syrop klonowy i wodę niegazowaną. 

Ponownie miksujemy, łącząc wszystkie składniki.

Próbujemy, w razie potrzeby dodajemy nieco więcej syropu klonowego, który neutralizuje nieco "trawiasty" posmak jęczmienia.

Spożywamy w ciągu 24 godzin od momentu przygotowania. Przechowujemy w lodówce.

koktajl_z_jarmuzu_z_truskawkami_i_mlodym_jeczmieniem_7_of_1

koktajl_z_jarmuzu_z_truskawkami_i_mlodym_jeczmieniem_2_of_1 

Pozdrawiam i życzę smacznego,

Bernadetta

niedziela, 26 kwietnia 2015

bieganie_1_of_1

Bieganie nigdy nie sprawiało mi frajdy. Baaa, wszelkie zaliczenia w szkole podstawowej i średniej to była prawdziwa udręka. Na studiach nikt do biegania nie zmuszał.

I pewnie nigdy bym nie zaczęła, gdyby nie ostatnie problemy ze zdrowiem i... mój najstarszy Brat.

Obserwowałam Go, gdy zaczynał swoją przygodę z bieganiem. Podziwiałam, gdy po miesiącu ukończył swój pierwszy maraton. Gdy wszyscy mówili, że nie da rady, On się nie poddał, tylko załapał prawdziwego biegowego bakcyla. Skutkiem tego było również zdobycie przez Niego Korony Maratonów Polskich, ukończenie maratonu górskiego w Szczawnicy i połówki Ironmana. A to wszystko w ciągu roku od chwili, gdy zaczął biegać. 

Skoro więc mój Brat potrafi, czy ja nie mogłabym spróbować ? Woziłam się tak długo i namiętnie przez ponad rok. Cały czas odkładałam rozpoczęcie tej przygody, ale przecież przez dłuższy okres miałam poważny powód- byłam w ciąży. A po porodzie ciało zrobiło się jakieś takie obce. Rozciągnięta skóra, zero napięcia mięśniowego. Gdy po powrocie ze szpitala, stanęłam przed lustrem, nie mogłam poznać swojego brzucha, ud, łydek... Jakby ktoś je dokleił... 

Chciałam szybko zabrać się za siebie, ale niestety pokazano mi czerwone światło. Spacer ? Tak, ale już brzuszki czy aerobik- przez co najmniej 2 m-ce- nie. Rozumiałam to, w końcu drugi raz miałam cesarkę, ale... i tak chciałam to jakoś przeskoczyć. Tak, jak bardzo marzyłam o tym, aby rodzić naturalnie, tak pragnęłam móc uśmiechać się na widok swojego odbicia w lustrze.

No więc spacerowałam. Początkowo krótko, żeby Małą przyzwyczaić. Z czasem zaczęłyśmy trochę wydłużać nasze trasy. Miesiąc po porodzie zaczęłam rejestrować swoje wędrówki z Patką przy pomocy endomondo. Oczywiście na początku często zapominałam go włączać, ale postanowiłam, że największą motywacją będzie podjęcie wyzwania przespacerowania w 2015 roku co najmniej 1000 km. Niestety pod koniec lutego zaczęłam często odczuwać intensywne bóle brzucha. Kolejni lekarze stawiali różne diagnozy, ale wszyscy byli zgodni- pora zerwać na jakiś czas z wszelką aktywnością fizyczną. 

Pomyślałam sobie: co to, to nie. Poszłam do sklepu i w końcu kupiłam buty do biegania. Doszłam do wniosku, że jeśli ta forma aktywności mi się nie spodoba, będę przecież mogła w nich chodzić... Nie są to jeszcze te wymarzone, ale okazuje się, że większość dostępnych na rynku modeli jest pstrokata i totalnie nieprzystosowana kolorystycznie dla ludzi, którzy wolą pozostać w cieniu...

bieganie_2_of_1

Nie decyduję się póki co na resztę ekwipunku biegacza. Pierwszego dnia zakładam zwykłą bieliznę, stare getry, zwykłą koszulkę i polarową bluzę (wszak na dworze trochę zimno). 

Wychodzę i kieruję się wskazówkami Brata, by biec w takim tempie, aby móc swobodnie rozmawiać. Nie zrywać się, tylko trzymać jednostajne tempo. Słuchać swojego ciała i nie przeceniać swoich możliwości.

Biegnę więc powolutku i... już pierwszego dnia osiągam swój cel. Łamię granicę 5 kilometrów ! W żółwim tempie, to fakt, ale coś, co kiedyś wydawało mi się niemożliwe, okazało się realne. Po powrocie do domu uśmiech nie znika mi z twarzy. Długo nie mogę zasnąć, taka jestem pobudzona. Taka pełna życia !

endo_2

Następnego dnia bolą mnie nogi, ale jestem tak szczęśliwa, że zaczynam planować kolejne treningi. Już wiem, że to nie będzie krótki romans, a długotrwała miłość. 

Kupuję więc spodnie, koszulkę i bieliznę do biegania. I staje się ono jeszcze przyjemniejsze. Już nic mi nie dynda, nic się nie wpija. Nie wydaję majątku na gadżety. Biorę to, co mi się podoba, jest dobre gatunkowo i fajnie się układa. Z oczywistych względów nie decyduję się jeszcze na specjalną koszulkę do biegania. Nie czuję się na siłach, aby założyć coś, co będzie mi opinać brzuch. Co to, to nie. Mam czuć się komfortowo, więc wybieram luźny egzemplarz, który jednak pozwoli skórze oddychać. 

bieganie_4_of_1

bieganie 2

Bieliznę kupuję w jednym z popularnych marketów. I jestem szczerze i pozytywnie zaskoczona jej jakością i tym, jak idealnie jest dopasowana. 

bieganie

bieganie 1 

Dziś- po niespełna 3 tygodniach biegania- wiem nieco więcej. Rady Brata w 100 % się sprawdzają. Kilka dni temu, udało mi się pokonać 5 km w czasie 31:17, a więc o ponad 7 minut szybciej niż za pierwszym razem. Dla mnie to duży sukces, bo nigdy nie biegałam, a dziś nie wyobrażam już sobie bez biegania życia. Sprawia mi ono niesamowitą frajdę. wyzwala masę endorfin i co najważniejsze już widzę niewielkie postępy, a moje ciało w końcu zaczyna odzyskiwać jędrność.

endo

O dziwo bóle brzucha nagle ustąpiły. Okazało się, że prawdopodobnie podczas spacerów przeciążyłam jedną partię mięśni i brakowało mi treningów, które by zaangażowały do pracy również inne obszary. Powoli zaczynam wracać do formy, bo choć z wagą nie jest źle, to jednak stan skóry i mięśni wymaga silnej poprawy.

Nie stawiam sobie nierealnych celów. Staram się chodzić i biegać ile i kiedy mogę. Niestety czasem niespodziewane sytuacje zaburzają ustalony rytm, ale nie szukam wymówek. Robię coś dla siebie, bo gdy ja będę zadowolona, to i moi Najbliżsi będą uśmiechnięci ! 

Nie mówię sobie, że w ciągu najbliższego miesiąca czy dwóch mam przebiec 5 kilometrów w takim a takim czasie, czy też skończyć półmaraton, albo maraton. Póki co wzmacniam mięśnie i marzę o tym, aby zejść poniżej 30 minut na 5 kilometrów i poniżej godziny na 10. I aby skończyć półmaraton. I wiem, że kiedyś spełnię te marzenia !

Wiem także, że często robiąc coś dla siebie, mogę też zrobić coś dla innych. Dlatego z przyjemnością dołączyłam do rywalizacji, która pomoże zebrać 100.000,00 zł dla Polskiego Towarzystwa Walki z Mukowiscydozą. Nic mnie to nie kosztuje, a mobilizuje do dłuższego chodzenia i biegania. I Was także zachęcam do takich małych aktywności. 

Biegasz dla siebie, pobiegnij dla innych i przyłącz się do tej akcji. Wierzę, że razem damy radę i pomożemy Mukoludkom !

  

Pozdrawiam,

Bernadetta

00:04, bernadettap
Link Komentarze (3) »
sobota, 25 kwietnia 2015

makaron_z_kurczakiem_boczniakami_i_suszonymi_pomidorami_6_of_1

Makaron z kurczakiem, boczniakami i suszonymi pomidorami to kolejna propozycja na szybki i bardzo smaczny obiad lub wczesną kolację. Ja jestem straszną makaroniarą i pastę mogę jeść kilka razy w tygodniu, choć przyznaję, że staram się ograniczać :P

Makaron będzie najlepszy z domowymi suszonymi pomidorami, ale oczywiście możecie również użyć tych ze sklepu. Wybierajcie jednak te jędrne i dobrze doprawione. 

Oczywiście polecam Wam również mój przepis na flaczki z boczniaków, które możecie zaserwować na pierwsze danie.

 

 Makaron z kurczakiem, boczniakami i suszonymi pomidorami

 

Składniki na 4-5 porcji:

300 g ulubionego makaronu (najlepiej grubych wstążek lub pappardelle)

300 g piersi z kurczaka

200 g boczniaków

10 dużych połówek suszonych pomidorów

150 g sera mascarpone

200 ml słodkiej śmietany 12 %

1 czubata łyżka ziół prowansalskich

świeża bazylia lub natka pietruszki

olej rzepakowy lub masło klarowane

sól

pieprz

 

Przygotowanie:

Pierś z kurczaka płuczemy, osuszamy papierowym ręcznikiem, a następnie kroimy w cienkie paski.

Boczniaki płuczemy pod bieżącą wodą, siekamy- tak jak i suszone pomidory w cienkie paski.

Makaron gotujemy zgodnie z przepisem na opakowaniu. 

Na patelni rozgrzewamy 4-5 łyżek oleju lub 3-4 łyżki masła klarowanego. Podsmażamy na rumiano pierś z kurczaka, doprawiamy odrobiną soli i ściągamy na talerz.

Na patelnię wrzucamy boczniaki i co chwilę mieszając, smażymy przez około 2 minuty. Dodajemy ser mascarpone, śmietanę i suszone pomidory. Energicznie mieszamy. Gdy składniki dobrze się połączą, dorzucamy podsmażone piersi z kurczaka oraz roztarte w dłoniach zioła prowansalskie.

Zagotowujemy, doprawiamy do smaku solą i pieprzem. 

Makaron odcedzamy, polewamy gorącym sosem. Posypujemy świeżą bazylią lub natką pietruszki.

makaron_z_kurczakiem_boczniakami_i_suszonymi_pomidorami_3_of_1 

Pozdrawiam i życzę smacznego,

Bernadetta

piątek, 24 kwietnia 2015

pstrag_ososiowy_pieczony_w_piekarniku_7_of_1

Kolejna moja propozycja na piątkowy obiad, choć nie tylko piątkowy. Pstrąg łososiowy pieczony w piekarniku może nie jest najbardziej urodziwą rybką, ale bardzo smaczną i szybką do przygotowania. 

Mięso jest soczyste, dobrze doprawione. Idealne z lekką surówką lub z puree ziemniaczano- selerowym i mangoldem duszonym z fetą

 

 Pstrąg łososiowy pieczony w piekarniku

Składniki:

1 duży filet z pstrąga łososiowego o wadze co najmniej 600 g

3 cm kawałek imbiru

2 łyżki oleju rzepakowego

2 łyżki jasnego sosu sojowego

2 łyżki soku z cytryny

1 łyżka miodu

sól

pieprz

 

Przygotowanie:

Jeśli pstrąg posiada skórę, odcinamy ją przy samym mięsie. Usuwamy również ciemny tłuszcz, nagromadzony od strony skóry. Mięso kroimy na 3-4 równe kawałki.

Imbir obieramy, ścieramy na tarce o drobnych oczkach. 

W miseczce mieszamy olej z sosem sojowym, miodem, sokiem z cytryny i imbirem. Doprawiamy odrobiną soli i pieprzu.

Marynatą smarujemy rybę z obu stron. Odstawiamy na co najmniej 60 minut.

Piekarnik nagrzewamy do temperatury 180 stopni. 

Rybę układamy w naczyniu żaroodpornym (tak, aby kawałki nie nachodziły na siebie). Pieczemy około 15 minut (czas pieczenia zależy od grubości filetów).

Podajemy z ulubionymi dodatkami. Ja polecam z puree selerowo- ziemniaczanym i mangoldem duszonym z fetą.

pstrag_ososiowy_pieczony_w_piekarniku_3_of_1

pstrag_ososiowy_pieczony_w_piekarniku_6_of_1 

Pozdrawiam i życzę smacznego,

Bernadetta

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 209
O autorze
Przepisy













Mikser Kulinarny - przepisy kulinarne i wyszukiwarka przepisów
Durszlak.pl

Wykrywacz smaku - www.wykrywacz-smaku.pl
Znajdź przepis kulinarny - Katalog Smaków
zobacz moją galerię na mniamspinka.pl


Blogi



Smaczneblogi.pl
myTaste.pl