niedziela, 28 lutego 2016

bieg_karnawaowy

Trzy tygodnie temu wzięliśmy z Krzyśkiem udział w biegu karnawałowym we Wrocławiu. Dystans 10 km to chyba mój ulubiony, ale jakoś przez poważną kontuzję, która przypałętała się pod koniec ubiegłego roku, musiałam na długo zrezygnować z treningów, a później bardzo powoli i ostrożnie wracałam "do żywych". Na bieg karnawałowy zapisałam się jednak już sporo wcześniej, bo chyba jeszcze w grudniu, zaraz po Biegu Mikołajów na Partynicach. Swoją drogą miałam na temat tego biegu napisać parę słów w osobnym wpisie, ale w końcu odpuściłam. W każdym bądź razie wiem, że w tym roku w Mikołajki wybiorę inną imprezę. Tor był beznadziejny, nierówny, a organizatorzy kasując 60,00 złotych za pakiet startowy reklamowali się, że na uczestników czekał będzie "worek prezentów". W istocie w worku był 1 (słownie 1 pseudo batonik energetyczny) i nic poza tym. Całe szczęście, że chociaż za każdy przebiegnięty przez nas kilometr 1 zł trafił na cele charytatywne. 

Bieg karnawałowy we Wrocławiu to jednak całkowite przeciwieństwo biegu Mikołajów. Pełen profesjonalizm i wszystko dopięte na ostatni guzik. Nasza "opiekunka" do Dzieci, czyli mój Średni Brat Łukasz, przyjechał na czas, ale przyznaję bez bicia, że trochę za późno zajechaliśmy na miejsce i zanim odebraliśmy pakiety startowe nie było czasu na rozgrzewkę. Tak, tak, głupota, ale przecież nie będę się rozgrzewać w czasie, gdy inni będą już na trasie. 

Ustawiliśmy się więc z Krzyśkiem pod koniec stawki, nastawieni na to, że po prostu 3-4 kilometry potruchtamy w ramach rozgrzewki. Mój Mąż od razu mi zapowiedział, że całą trasę będzie biegł przy mnie, a nie swoim tempem (na luzaku bez przygotowania wykręca 46-47 minut, więc "moje tempo" musiało Jemu "trochę" doskwierać). Nie wiedziałam jednak jaki był cel tego postanowienia. Początkowo myślałam, że to tak w ramach odpoczynku, ale przecież, jak ktoś biega na luzaku w tempie około 4:40, to te 5:30, które zakładałam utrzymać byłoby dla Niego mordęgą. Dopiero na mecie załapałam, że mój Mąż postanowił mi pomóc pobić w końcu mój rekord życiowy, który do tego biegu wynosił coś koło 55:40 (dokładnie nie pamiętam).  

W każdym bądź razie już po 100 metrach wiedziałam, że plan 3-4 km rozgrzewki się nie powiedzie. Startując z końca stawki ponad 600 biegaczy mieliśmy przed sobą ludzi biegających baaaardzo wolno (nawet jak dla mnie), więc od samego początku zaczęliśmy wyprzedzać. Akurat nie wiem czemu, ale 2 tygodnie przed Biegiem karnawałowym zaczęłam detoks cukrowy i przez ten czas w ogóle nie jadłam węglowodanów, które przy wysiłku fizycznym są po prostu niezbędne. Dało się to odczuć, choć muszę przyznać, że pierwsze 5 kilometrów biegło się niespodziewanie dobrze. 

Cały czas kogoś wyprzedzaliśmy, biegliśmy swoim, tzn. moim :P tempem i podziwialiśmy widoki pięknego Wrocławia. Trasa była świetna, prowadziła w dużej części przez koronę wałów, zdarzały się lekkie podbiegi i zbiegi, a więc to, co biegacze lubią najbardziej. 

Patrząc na zegarek wiedziałam, że biegniemy ciut za szybko i na 5 kilometrze świadomie sporo zwolniłam. Co prawda profilaktycznie zabrałam ze sobą żel, ale będąc na detoksie nie chciałam pod niego sięgać. Niestety na 7 kilometrze czułam, jakby mi ktoś kulę do nogi przywiązał. Zaczęłam sapać, jak lokomotywa i nie poddałam się chyba tylko dlatego, że biegł ze mną Mąż. Wspierał mnie na duchu, motywował, żebym dała z siebie jeszcze trochę. A ja chciałam przez kawałek po prostu pomaszerować. Wiedziałam jednak, że jak przejdę do marszu, to już nie pobiegnę. Nigdy tego nie robiłam na treningu, więc jak miałabym zrobić na biegu ? Sięgnęłam więc po ten 25g żel, który zadziałał chyba bardziej jak placebo i czołgałam się dalej. Tzn. nie czołgałam, a nawet biegłam. Co prawda 8 kilometr wyszedł najsłabszy, ale później jeszcze trochę przyspieszyłam. 

Wbiegłam na metą sapiąc już niemiłosiernie, ale widząc zegar od razu się uśmiechnęłam. Wiedziałam, że złamię te 55 minut. Suunto pokazało 53:48, endomondo 53:50, a oficjalny czas (podobno brutto) to 53:54. Czasy netto nie zostały opublikowane, ale i tak jestem mega zadowolona. Chciałam zakręcić się w okolicach swojego dotychczasowego rekordu. Po cichu marzyłam o złamaniu 55 minut, a udało się zejść poniżej 54.

Nasza Julcia oczywiście także nie odpuściła możliwości wystartowania w biegu krasnali i była niesamowicie zadowolona z masek karnawałowych, które otrzymał każdy uczestnik biegu.

Teraz planuję już najbliższe starty i od razu po powrocie z biegu zapisałam się na GoGen na 10 km oraz na 4. PKO Nocny Wrocław Półmaraton. Mocno też myślę nad startem w Sky Tower Run i chyba się zdecyduję :D Oczywiście kusi mnie także wrocławski maraton, ale wolę jeszcze trochę potrenować i zobaczyć czy moje niedorozwinięte panewki biodrowe wytrzymają taki wysiłek. 

Jedno jednak wiem, bieganie sprawia mi niesamowitą frajdę. A bieganie z bliskimi to już w ogóle jest najlepsza rozrywka pod słońcem. 

bieg_karnawaowy_2

bieg_karnawaowy_3

bieg_karnawaowy_5

Pozdrawiam Was serdecznie i mam nadzieję: do zobaczenia na biegowych ścieżkach !

-Bernadetta

08:32, bernadettap , lifestyle
Link Komentarze (5) »
sobota, 27 lutego 2016

chleb_na_sodzie_z_jablkami_i_rodzynkami_4_of_1

chleb_na_sodzie_z_jablkami_i_rodzynkami_9_of_1

chleb_na_sodzie_z_jablkami_i_rodzynkami_14_of_1

Gdy kilka dni temu dziewczyny podrzuciły pomysł, aby przygotować chleb na sodzie z jabłkami i rodzynkami w ramach weekendowego wypiekania na śniadanie od razu odezwały się głosy zachwytu, Ja widząc listę składników, a w zasadzie sodę, której nie znoszę, nie byłam tak entuzjastycznie nastawiona. Postanowiłam jednak spróbować co mi wyjdzie, trochę zmodyfikowałam składniki i zajadałam ze smakiem. Chleb przygotowałam z podwójnej ilości składników, choć sody dałam porcję przeznaczoną na malutki bochenek. I dobrze, że nie więcej, bo już ją było odrobinę czuć. Na szczęście sporo jabłka i cynamonu oraz rozmaryn i rodzynki zrobiły swoje. Chleb fantastycznie pachnie i jeszcze lepiej smakuje. W zasadzie mogłabym go jeść na deser, bo jest słodkawy i broni się, posmarowany tylko odrobiną masła.

Mąki wyszło mi o 100 g więcej niż w przepisie u Every Cake You Bake, ale Ona bazowała na recepturze od Oatgasm i tu już zdecydowanie bliżej mi wagowo. 

 

 Chleb na sodzie z jabłkami i rodzynkami

Składniki:

600 g mąki pszennej typ 750 (w oryginale 250 g)

0,5 litra maślanki (w oryginale 250 ml)

duża garść rodzynek jumbo (w oryginale była 1/3 szklanki, więc na podójną porcję powinnam dać 2/3, ale zmniejszyłam ilość)

250 g słodkich twardych jabłek (w oryginale 1 małe)

1 płaska łyżeczka sody oczyszczonej,

1 płaska łyżeczka cynamonu (w oryginale 1/4 łyżeczki)

1 łyżeczka soli

1 łyżeczka suszonego rozmarynu

 

Przygotowanie:

Piekarnik nagrzewamy do 200 stopni (góra- dół). Rodzynki zalewamy wrzątkiem, odstawiamy na 10 minut, odcedzamy. 

Mąkę przesiewamy do miski robota. Dodajemy sodę, cynamon, sól i rozmaryn. Mieszamy hakiem przez 10 sekund. Ciągle miksując, partiami wlewamy maślankę. Mieszamy początkowo na 1-2 prędkości robota, a gdy już dodamy cały płyn, zwiększamy nieco obroty i wyrabiamy około 2 minut.

Jabłka obieramy, usuwamy gniazda nasienne. Siekamy w drobną kostkę. Do ciasta dodajemy jabłka i rodzynki. Zagniatamy na obsypanej mąką stolnicy do dobrego połączenia składników.

Formujemy okrągły bochenek, który oprószamy od spodu odrobną mąki. 

Kładziemy na blachę, nacinamy ostrym nożem na krzyż na grubość mniej więcej 1cm i od razu wkładamy do gorącego piekarnika. 

Na blachę kładziemy także kokilkę wypełnioną wodą. Pieczemy chleb około 70-75 minut (robiąc z połowy składników trzymajcie około 40-45 minut). Gdy skórka ładnie się przyrumieni, wyciągamy chleb na kratkę i studzimy.
chleb_na_sodzie_z_jablkami_i_rodzynkami_2_of_1

chleb_na_sodzie_z_jablkami_i_rodzynkami_12_of_1

Pozdrawiam i życzę smacznego,

Bernadetta

 

Razem ze mną w wypiekaniu wzięli udział: Dorotka z bloga Moje Małe Czarowanie, Aneta czyli Piekielna Kuchnia Anety, Nina z bloga Gotuj Sam, Justyna, Ewa, Patison w kuchni, Lidia, Monika Z Chaty Na Końcu Wsi, Iza czyli Smaczna Pyza, Gosia z bloga Trawka Cytrynowa, Kasia, Joanna z bloga Piekę bo lubię, Justyna z Gotowanie i pieczenie- I love it, Bożena z bloga Moje domowe kucharzenie, Laura z Cafe Babilon, Joanna z Grunt to przepis, Ewa z bloga W mojej kuchni,  Ewa w kuchni oraz Edyta z Pasji Smaku

czwartek, 25 lutego 2016

kruche_ciasteczka_czekoladowo_orzechowe_12_of_1

kruche_ciasteczka_czekoladowo_orzechowe_9_of_1

Na blogu mało jest przepisów na ciastka, więc postanowiłam ten błąd trochę nadrobić. W ostatnią niedzielę opracowywałam dwa nowe przepisy i muszę przyznać, że jestem w 100 % z siebie zadowolona. Dziś zapraszam więc Was na kruche ciasteczka czekoladowo- orzechowe z mascarpone, a przed świętami wielkanocnymi podrzucę Wam ciastka maślane z marmoladą. Moi Domownicy byli zafascynowani i jednymi i drugimi i myślę, że Wam również te ciasteczka posmakują. A do tego są banalnie proste do przygotowania i na pewno Wasze dzieci, wnuki czy młodsze rodzeństwo będzie wniebowzięte, jeśli poprosicie ich o pomoc. 

Spróbujcie też ciasteczka owsiane bez cukru, kruche ciasteczka Siostry Anastazji czy dietetyczne ciasteczka owsiane.

 

 Kruche ciasteczka czekoladowo- orzechowe

 

Składniki:

220 g mąki pszennej

100 g masła

90 g sera mascarpone

70-80 g gorzkiej czekolady

50 g orzechów włoskich

50 g cukru trzcinowego

1 jajko

1 łyżeczka proszku do pieczenia

 

Przygotowanie:

Masło wyciągamy z lodówki godzinę przed przygotowaniem ciastek. Orzechy i czekoladę drobno siekamy.

Kroimy je w drobną kostkę. Ucieramy dokładnie z cukrem trzcinowym. Dodajemy jajko oraz ser mascarpone i miksujemy kolejne 2-3 minuty. Mąkę przesiewamy przez sito wraz z proszkiem do pieczenia. Miksujemy do dobrego połączenia składników. 

Dorzucamy orzechy z czekoladą i łączymy składniki łyżką lub ręką.

Ciasto wkładamy na 30 minut do lodówki.

Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni. Blachę wykładamy papierem do pieczenia. Z ciasta formujemy kulki wielkości orzecha włoskiego i rozpłaszczamy je nieco, aby ciastka przybrały bardziej okrągłą formę. 

Pieczemy do ładnego zrumienienia- około 15-18 minut.

Odstawiamy na kratkę do wystudzenia.

 kruche_ciasteczka_czekoladowo_orzechowe_4_of_1

kruche_ciasteczka_czekoladowo_orzechowe_11_of_1

kruche_ciasteczka_czekoladowo_orzechowe_2_of_1

Pozdrawiam i życzę smacznego,

Bernadetta

 

środa, 24 lutego 2016

spaghetti_z_pomiorami_i_cukinia_6_of_1

spaghetti_z_pomiorami_i_cukinia_5_of_1

Gdy nie mam czasu na gotowanie obiadu, najczęściej przyrządzam makaron. Ostatnio na wymyślenie i ugotowanie obiadu miałam niespełna 20 minut i siłą rzeczy padło na spaghetti. Tym razem bardzo proste z pomidorami z puszki i cukinią. Z dodatkiem sera mascarpone, którego termin ważności niebezpiecznie zbliżał się do końca. Przy okazji zrobiłam też dwa rodzaje ciastek z mascarpone i muszę przyznać, że oba wyszły niesamowicie smaczne. Jedne z czekoladą i orzechami, a drugie przekładane marmoladą w świątecznym klimacie. 

Proste spagheti z pomidorami i cukinią nie oznacza, że to danie proste w smaku. Istota dobrego makaronu zazwyczaj sprowadza się do prostych dodatków, a tak jest w tym przypadku. 

 

Spaghetti z pomidorami i cukinią

Składniki:

1 puszka krojonych pomidorów

200 g cienkiej cukinii

1 mała cebula

1 duży ząbek czosnku

100 g mascarpone

zioła prowansalskie

makaron spaghetti

świeża bazylia

parmezan

olej rzepakowy lub kokosowy

sól

pieprz

 

Przygotowanie:

W dużym garnku zagotowujemy wodę na makaron i gotujemy spaghetti zgodnie z przepisem na opakowaniu.

W tym samym czasie cebulę obieramy, siekamy w drobną kostkę. Obrany czosnek przeciskamy przez praskę. 

Na patelni rozgrzewamy 1 czubatą łyżkę oleju kokosowego lub 2-3 łyżki rzepakowego. Lekko szklimy cebulę. Dorzucamy czosnek, a po 30-40 sekundach pomidory z puszki. 

Cukinię myjemy, kroimy na drobne kawałki (Ja przekroiłam ją wzdłuż na pół, każdą połówkę na 4 słupki i następnie w talarki). Dodajemy do pomidorów. Mieszamy dokładnie. Patelnię przykrywamy pokrywką i dusimy przez 2-3 minuty. 

Dodajemy ser mascarpone oraz łyżkę roztartych w dłoni ziół prowansalskich, łączymy składniki. Doprawiamy do smaku solą i pieprzem. 

Makaron odcedzamy, dodajemy do sosu, mieszamy. Spaghetti nakładamy na talerze. Posypujemy parmezanem i przybieramy świeżą bazylią.

spaghetti_z_pomiorami_i_cukinia_4_of_1 
spaghetti_z_pomiorami_i_cukinia_7_of_1

Pozdrawiam i życzę smacznego,

Bernadetta 

wtorek, 23 lutego 2016

przepis_na_chleb_tostowy_najlepszy_8_of_1

przepis_na_chleb_tostowy_najlepszy_4_of_1

Przepisów na chleb tostowy wypróbowałam już w swoim życiu kilka, a może i kilkanaście. W ubiegłym roku dostałam od koleżanki kolejny, który od razu przypadł mi do gustu, ale nie był do końca idealny. Metodą prób i błędów nieco go zmodyfikowałam i przy 4 podejściu w końcu otrzymałam najlepszy chleb tostowy, jaki w życiu jadłam. Banalnie prosty do przygotowania, fantastyczny od razu po upieczeniu (zresztą widać na zdjęciu, że kroiłam go na gorąco ;) ), zachowuje jednak formę także 3-4 dni później. Jest to taki chleb maślany, mimo że masła nie ma w nim jakoś dużo. Pięknie rośnie i jest po prostu przepyszny.

Spróbujcie, a zobaczycie, że już nie sięgniecie po gotowce ze sklepu.

 

Chleb tostowy- najlepszy przepis

 

Składniki:

500 g mąki pszennej chlebowej (typ 750) + mąka do podsypania stolnicy

450 g mąki pszennej typ 450-480

610 g letniej wody

40 g masła

20 g soli

1 czubata łyżka cukru

1 opakowanie drożdży w proszku (7g)

 

Przygotowanie:

Masło wycągamy z lodówki co najmniej godzinę przed przygotowaniem chleba, aby zdążyło dobrze zmięknąć.

Obie mąki wsypujemy do misy robota. Dodajemy drożdże, cukier, pokrojone w drobną kostk masło oraz sól. Wlewamy wodę. Mieszamy na pierwszej prędkości (w KA ustawiam 2) do chwili aż składniki się połączą. Zwiększamy prędkość na środkowy stopień (w KA ustawiam najpierw 4, a po około 30 sekundach 6) i mieszamy około 4-5 minut, aż ciasto zacznie odchodzić od boków miski. Używając robota wielofunkcyjnego, pamiętajcie, aby go w razie potrzeby wyłączyć na chwilę w trakcie mieszania, jeśli producent zaleca takie postępowanie w instrukcji, albo czujecie, że robot za bardzo się przegrzewa.

Ciasto wyciągamy na oprószoną lekko mąką stolnicę i zagniatamy ręcznie jeszcze około 30 sekund. W razie potrzeby podsypujemy odrobiną mąki. Formujemy kulę, wkładamy do miski robota i przykrywamy czystą ściereczką. Odstawiamy w temperaturze pokojowej na 60-90 minut.

Po tym czasie formujemy z ciasta 2 mniejsze kulki, przykrywamy ściereczką lub folią spożywczą i odstawiamy na 15-20 minut.

Keksówki (ja używam jednej dużej i jednej średniej) smarujemy masłem i oprószamy odrobiną mąki chlebowej.

Z każdej kulki toczymy po 1 wałku o wymiarach odpowiadających wymiarom keksówki i wkładamy do formy. Wkładamy do piekarnika z włączoną samą lampką. Przykrywamy ściereczką i odstawiamy do wyrośnięcia. Gdy ciasto podwoi swoją objętość (po około godzinie), wyjmujemy blaszki z piekarnika i nagrzewamy go do 180 stopni (góra- dół). Pod blachą, na której będziemy kłaść keksówki układamy kokilkę wypełnioną wodą. 

Wstawiamy wyrośnięty chleb do gorącego piekarnika i pieczemy około 45-50 minut. Ja 5 minut przed końcem czasu pieczenia wyjmuję chleb z foremek (oczywiście przy użyciu rękawic kuchennych !) i daję mu się jeszcze całemu przyrumienić.

Po upieczeniu odkładamy chleb na kratkę i odstawiamy do wystudzenia. Zimny chleb wkładamy do worków foliowych, aby dłużej zachował świeżość.

przepis_na_chleb_tostowy_najlepszy_10_of_1 przepis_na_chleb_tostowy_najlepszy_2_of_1

Pozdrawiam i życzę smacznego,

Bernadetta

 

 

 
1 , 2 , 3 , 4
Smaczneblogi.pl Mikser Kulinarny - przepisy kulinarne i wyszukiwarka przepisów Durszlak.pl Znajdź przepis kulinarny - Katalog Smaków Blogi