lifestyle

niedziela, 28 lutego 2016

bieg_karnawaowy

Trzy tygodnie temu wzięliśmy z Krzyśkiem udział w biegu karnawałowym we Wrocławiu. Dystans 10 km to chyba mój ulubiony, ale jakoś przez poważną kontuzję, która przypałętała się pod koniec ubiegłego roku, musiałam na długo zrezygnować z treningów, a później bardzo powoli i ostrożnie wracałam "do żywych". Na bieg karnawałowy zapisałam się jednak już sporo wcześniej, bo chyba jeszcze w grudniu, zaraz po Biegu Mikołajów na Partynicach. Swoją drogą miałam na temat tego biegu napisać parę słów w osobnym wpisie, ale w końcu odpuściłam. W każdym bądź razie wiem, że w tym roku w Mikołajki wybiorę inną imprezę. Tor był beznadziejny, nierówny, a organizatorzy kasując 60,00 złotych za pakiet startowy reklamowali się, że na uczestników czekał będzie "worek prezentów". W istocie w worku był 1 (słownie 1 pseudo batonik energetyczny) i nic poza tym. Całe szczęście, że chociaż za każdy przebiegnięty przez nas kilometr 1 zł trafił na cele charytatywne. 

Bieg karnawałowy we Wrocławiu to jednak całkowite przeciwieństwo biegu Mikołajów. Pełen profesjonalizm i wszystko dopięte na ostatni guzik. Nasza "opiekunka" do Dzieci, czyli mój Średni Brat Łukasz, przyjechał na czas, ale przyznaję bez bicia, że trochę za późno zajechaliśmy na miejsce i zanim odebraliśmy pakiety startowe nie było czasu na rozgrzewkę. Tak, tak, głupota, ale przecież nie będę się rozgrzewać w czasie, gdy inni będą już na trasie. 

Ustawiliśmy się więc z Krzyśkiem pod koniec stawki, nastawieni na to, że po prostu 3-4 kilometry potruchtamy w ramach rozgrzewki. Mój Mąż od razu mi zapowiedział, że całą trasę będzie biegł przy mnie, a nie swoim tempem (na luzaku bez przygotowania wykręca 46-47 minut, więc "moje tempo" musiało Jemu "trochę" doskwierać). Nie wiedziałam jednak jaki był cel tego postanowienia. Początkowo myślałam, że to tak w ramach odpoczynku, ale przecież, jak ktoś biega na luzaku w tempie około 4:40, to te 5:30, które zakładałam utrzymać byłoby dla Niego mordęgą. Dopiero na mecie załapałam, że mój Mąż postanowił mi pomóc pobić w końcu mój rekord życiowy, który do tego biegu wynosił coś koło 55:40 (dokładnie nie pamiętam).  

W każdym bądź razie już po 100 metrach wiedziałam, że plan 3-4 km rozgrzewki się nie powiedzie. Startując z końca stawki ponad 600 biegaczy mieliśmy przed sobą ludzi biegających baaaardzo wolno (nawet jak dla mnie), więc od samego początku zaczęliśmy wyprzedzać. Akurat nie wiem czemu, ale 2 tygodnie przed Biegiem karnawałowym zaczęłam detoks cukrowy i przez ten czas w ogóle nie jadłam węglowodanów, które przy wysiłku fizycznym są po prostu niezbędne. Dało się to odczuć, choć muszę przyznać, że pierwsze 5 kilometrów biegło się niespodziewanie dobrze. 

Cały czas kogoś wyprzedzaliśmy, biegliśmy swoim, tzn. moim :P tempem i podziwialiśmy widoki pięknego Wrocławia. Trasa była świetna, prowadziła w dużej części przez koronę wałów, zdarzały się lekkie podbiegi i zbiegi, a więc to, co biegacze lubią najbardziej. 

Patrząc na zegarek wiedziałam, że biegniemy ciut za szybko i na 5 kilometrze świadomie sporo zwolniłam. Co prawda profilaktycznie zabrałam ze sobą żel, ale będąc na detoksie nie chciałam pod niego sięgać. Niestety na 7 kilometrze czułam, jakby mi ktoś kulę do nogi przywiązał. Zaczęłam sapać, jak lokomotywa i nie poddałam się chyba tylko dlatego, że biegł ze mną Mąż. Wspierał mnie na duchu, motywował, żebym dała z siebie jeszcze trochę. A ja chciałam przez kawałek po prostu pomaszerować. Wiedziałam jednak, że jak przejdę do marszu, to już nie pobiegnę. Nigdy tego nie robiłam na treningu, więc jak miałabym zrobić na biegu ? Sięgnęłam więc po ten 25g żel, który zadziałał chyba bardziej jak placebo i czołgałam się dalej. Tzn. nie czołgałam, a nawet biegłam. Co prawda 8 kilometr wyszedł najsłabszy, ale później jeszcze trochę przyspieszyłam. 

Wbiegłam na metą sapiąc już niemiłosiernie, ale widząc zegar od razu się uśmiechnęłam. Wiedziałam, że złamię te 55 minut. Suunto pokazało 53:48, endomondo 53:50, a oficjalny czas (podobno brutto) to 53:54. Czasy netto nie zostały opublikowane, ale i tak jestem mega zadowolona. Chciałam zakręcić się w okolicach swojego dotychczasowego rekordu. Po cichu marzyłam o złamaniu 55 minut, a udało się zejść poniżej 54.

Nasza Julcia oczywiście także nie odpuściła możliwości wystartowania w biegu krasnali i była niesamowicie zadowolona z masek karnawałowych, które otrzymał każdy uczestnik biegu.

Teraz planuję już najbliższe starty i od razu po powrocie z biegu zapisałam się na GoGen na 10 km oraz na 4. PKO Nocny Wrocław Półmaraton. Mocno też myślę nad startem w Sky Tower Run i chyba się zdecyduję :D Oczywiście kusi mnie także wrocławski maraton, ale wolę jeszcze trochę potrenować i zobaczyć czy moje niedorozwinięte panewki biodrowe wytrzymają taki wysiłek. 

Jedno jednak wiem, bieganie sprawia mi niesamowitą frajdę. A bieganie z bliskimi to już w ogóle jest najlepsza rozrywka pod słońcem. 

bieg_karnawaowy_2

bieg_karnawaowy_3

bieg_karnawaowy_5

Pozdrawiam Was serdecznie i mam nadzieję: do zobaczenia na biegowych ścieżkach !

-Bernadetta

08:32, bernadettap , lifestyle
Link Komentarze (5) »
wtorek, 10 listopada 2015

najtansze_sklepy

Zastanawiałeś się czasem, gdzie zrobisz najtańsze zakupy ? Ranking najdroższych sklepów już znasz- przedstawiłam go w ubiegłym tygodniu.

Odwiedzasz popularne dyskonty i nieco większe markety i myślisz sobie- tu jest najtaniej. Przecież przy wejściu widziałem kartkę, na której ktoś poinformował, że za mleko, płatki, chleb i pomidory zapłacę 3 złote taniej niż u konkurencji....

Ale czy tak jest faktycznie ? 

Nie szukając daleko, gdy odwiedzałam te wszystkie sklepy, w Carrefourze znalazłam koszyk z kilkoma produktami oraz karteczką informującą, że w Biedronce za tyle samo produktów zapłacimy X złotych więcej. No właśnie. Tyle samo, a nie takie same produkty. Ja porównywałam ceny 40 takich samych produktów. Jeśli nie znalazłam produktu konretnej marki, do porównania wybierałam ten najbardziej zbliżony jakościowo. 

Okazało się, że najtańsze zakupy zrobiłabym w Auchan. Szczerze pozycja lidera mocno mnie zaskoczyła. Pewnie dlatego, że jeszcze niedawno Auchan odwiedzałam sporadycznie, gdyż znajdował się na drugim końcu miasta. Jakiś czas temu, Auchan wykupił jednak Reala i kilka miesięcy temu sklep pod banderą Reala, który miałam bardzo blisko domu, zmienił nie tylko właściciela, ale i nazwę. A co najważniejsze, powyższe zmiany skutkowały także obniżką cen. 

Na 2 miejscu podium w rankingu najtańszych sklepów uplasował się Kaufland. O ile nie jestem zaskoczona tą pozycją, o tyle pozytywne wrażenie zrobiło na mnie bogate zaopatrzenie. Większość popularnych produktów można tutaj dosyć łatwo znaleźć.

Na ostatnim miejscu podium znalazł się natomiast Lidl- sklep znany zwłaszcza z 3 rzeczy- tematycznych tygodni (swoją drogą najbardziej lubię włoski, grecki, Deluxe, a od kilku miesięcy także biegacza), bójek o Crocsy oraz torebki Wittchen, a także braku normalnych (patrz= małych) koszyków. 3 miejsce jest troszkę na wyrost, a to z racji tego, że w Lidlu często trudno szukać popularnych u nas produktów, które zostały zastąpione na półkach tańszymi zamiennikami. Odkąd mam jednak do Lidla rzut beretem, często robię w nim zakupy, ale z racji tego, że życie mi miłe- unikam wchodzenia do niego zaraz po otwarciu. W zasadzie nigdy tego nie robię. Bardzo lubię jednak bakalie, wiele produktów nabiałowych, ryby czy też wspomniane już produkty z różnych kuchni świata.

Tuż za podium wylądował Dino- sklep, który również mam niedaleko, a w zasadzie byłam w nim pierwszy raz przy okazji robienia tego koszyka zakupowego. Wcześniej wleciałam co prawda raz, ale dosłownie po jedną wodę mineralną i przyznaję szczerze, że błędnie oceniłam, iż ciężko tam znaleźć dobre gatunkowo produkty. W sklepie sporo jest popularnych produktów i między półkami całkiem przyjemnie można się poruszać, gdyż póki co- nie ma tam sporego ruchu.

Pierwszą piątkę zamyka Biedronka, zwana także Stonką lub kopią Lidla. Wszak to po sukcesie tematycznych tygodni w Biedronce nagle pojawiły się podobne akcje tematyczne. Na plus jednak trzeba zapisać, że coraz łatwiej znaleźć tu produkty lepsze gatunkowo w atrakcyjnych cenach. A co ważne, Biedronka stawia również na edukację i bodajże od tego roku wprowadziła także świetne oferty książkowe. I mam wrażenie, że to sukces tego posunięcia Biedronki, sprawił, iż w Lidlu również zaczęły się pojawiać ciekawe pozycje w nieco niższych cenach i czasem też można znaleźć smaczne kąski.

 

 Auchan

Kaufland

Lidl

Dino

Biedronka

Polo

Market

Netto

Carrefour

Simply

Market

E.

Leclerc

Kawa

(Jacobs zielony 250g)

9,99

11,156

10,006

10,79

8,65

11,99

10,79

10,99

10,83

10,62

Herbata Lipton cena za 100t

12,60

12,99

13,99

13,99

13,99

13,99

13,99

10,99

17,90

10,99

Cukier 1kg

2,25

2,29

2,29

2,29

2,29

2,29

2,29

2,29

2,29

2,29

Mąka pszenna 1 kg

(Basia lub Lubella)

2,51

2,85

1,357

2,89

1,3522

2,99

2,89

2,69

2,38

2,30

Olej

(Kujawski 1l)

5,481

5,39

4,99

5,99

5,49

5,99

5,95

5,59

5,9938

4,99

Chleb pszenny

(cena za 1kg)

4,58

4,98

2,98

4,89

3,18

3,18

4,98

3,65

4,98

4,13

Kajzerki

10 szt

1,40

1,50

2,90

3,00

2,90

2,90

2,90

2,90

2,90

1,80

Jajka ściółkowe lub z klatki cena za 10 szt

3,18

3,19

3,29

3,69

3,29

2,99

3,29

3,29

3,28

4,41

Masło Mlekovita 200g

4,03

2,99

3,298

4,49

3,2923

4,45

3,99

4,59

4,69

4,63

Czekolada gorzka Wedel

2,45

2,39

2,99

2,99

2,99

2,79

2,79

3,25

2,98

3,19

Woda Żywiec 1,5lx6 szt

9,72

10,02

10,149

11,34

11,34

11,34

10,74

10,50

10,14

9,96

Ser żółty             150g plastry

4,28

3,49

3,99

3,75

4,06

3,49

3,69

5,15

3,99

4,26

Śmietana 12 %; cena za 400g

1,66

1,69

1,69

1,99

1,88

1,89

1,68

1,69

1,58

2,80

Mleko      2 % Piątnica

2,63

2,192

1,8910

1,8917

1,8924

2,99

2,69

3,25

2,79

2,58

Pierś z kurczaka 1 kg

18,54

15,49

15,00

14,99

14,99

11,99

14,99

15,49

16,90

16,99

Schab b/kości 1kg

19,99

16,99

19,42

14,99

19,42

16,99

19,42

16,99

19,39

17,49

Gumy Orbit

1,64

1,79

1,89

1,89

1,89

1,99

1,89

1,85

1,88

1,84

Parówki 93 % mięsa (Sokołów; cena za 250g)

5,56

5,983

4,1611

4,4918

4,89

6,0629

5,99

5,25

4,98

7,00

Płatki śniadaniowe Chocapic 250g

4,26

4,25

2,2512

5,49

5,29

5,55

4,50

6,65

4,75

4,35

Koncentrat pomidorowy Pudliszki

2,50

2,58

2,58

2,6919

2,58

2,7930

2,99

2,75

2,98

2,49

Pomidory 1kg

4,23

4,99

8,67

4,99

4,99

4,98

5,99

5,55

5,69

4,99

Piwo 0,5l x4

10,40

10,76

12,06

11,40

11,96

11,00

10,88

11,96

11,56

10,80

Wino białe

21,84

17,89

21,99

17,99

17,49

18,99

19,99

16,99

17,78

21,99

Makaron spaghetti Lubella

2,81

2,90

3,1913

3,49

2,99

2,99

4,3933

3,75

3,79

3,17

Ryż 4x100g

2,66

2,59

1,55

2,79

2,49

2,79

2,15

2,99

2,99

1,89

Ręczniki kuchenne Regina

5,33

5,694

6,5814

6,9920

6,4925

4,9931

3,9934

9,29

5,9939

8,69

Papier toaletowy Regina

6,39

9,995

6,95

9,99

6,9526

10,15

10,9935

6,99

10,99

7,99

Proszek do prania Vizir – cena za 1,5 kg

20,09

19,99

17,99

18,99

19,9927

22,99

16,67

22,39

21,99

21,99

Płyn do mycia naczyń Fairy cena za 1l

5,81

5,99

5,99

5,99

5,97

5,99

6,9936

6,29

6,69

6,69

Mydło w płynie Palmolive

4,74

4,49

5,39

4,9921

2,9928

4,5932

5,99

4,80

6,48

8,49

Pasta do zębów Elmex

8,99

10,99

12,9916

11,99

10,99

12,99

17,9937

11,55

11,88

13,49

Sól

0,98

1,29

0,63

0,79

0,63

0,79

0,63

1,09

1,09

1,34

Ser mascarpone 250g

5,18

4,99

4,59

5,39

4,59

5,89

4,58

6,75

6,29

5,45

Majonez Winiary 400g

4,34

3,79

4,49

4,99

4,47

4,79

4,49

3,99

4,98

5,20

Banany 1 kg

3,48

3,49

3,49

3,99

3,49

3,48

3,49

3,99

4,55

4,99

Orzechy włoskie cena za 200g

8,99

15,58

13,99

11,98

26,64

15,98

11,18

15,99

11,39

16,53

Rodzynki cena 200g

3,50

3,69

2,95

2,98

3,32

3,33

3,00

5,09

3,19

2,39

Snickers

1,18

1,49

1,45

1,49

1,49

1,59

1,59

1,65

1,54

1,53

Coca-cola- cena za 2l

4,41

4,39

4,39

3,55

4,45

4,79

7,58

4,65

4,38

4,99

Mąka ziemniaczana cena za 1kg

4,70

3,89

3,90

3,98

3,89

3,99

3,99

5,25

4,99

5,39

Razem

249,51

 pln

253,06

pln

254,31 pln

257,26

pln

261,85

pln

266,52

pln

266,80 pln

271,39

pln

275,84

pln

277,09

pln

 

  1. Brak oleju Kujawskiego, uwzględniłam więc cenę oleju Wielkopolskiego.
  2. Mleko marki Mlekovita
  3. Parówki marki Krakus 90 % mięsa
  4. Ręczniki marki Foxy
  5. Papier toaletowy marki Camilla
  6. Kawa Jacobs dostępna w opakowaniach po 500 g
  7. Mąka marki Castello, za którą osobiście totalnie nie przepadam. Kupiłam raz i więcej po nią nie sięgnę.
  8. Masło marki Pilos, które dla odmiany bardzo lubię.
  9. Woda Nałęczowianki.
  10. Mleko Piątnicy spotkałam w Lidlu w zasadzie tylko podczas tygodnia polskiego. Na co dzień sprzedawane jest mleko Pilos, które mnie niestety nie smakuje.
  11. Parówki marki Pilos.
  12. Jedyne płatki czekoladowe- muzelki, które znalazłam to te firmy Coody. Niestety nawet nie wiem czy są zjadliwe.
  13. Makaron marki Cambino
  14. Ręczniki Regina są niedostępne. Z uwagi na fakt, że nie znalazłam podobnych jakościowo odpowiedników, uwzględniłam cenę 2 opakowaniach ręczników marki Frotto.
  15. Papier toaletowy marki Frotto
  16. Brak pasty Elmex, uwzględniłam cenę pasty Sensodyne.
  17. Mleko marki Jarocin.
  18. Parówki Sokołowa były niedostępne. Znalazłam tylko Berlinki 71% i ich cenę uwzględniłam, choć jak dla mnie nie da się ich jeść, ale o tym więcej w teście parówek, który niedługo Wam przedstawię.
  19. Koncentrat marki Kotlin.
  20. Ręczniki marki Velvet.
  21. Mydło marki Biały Jeleń.
  22. Mąka marki Złote Pola, której osobiście nie lubię, ale Basia i Lubella były niedostępne.
  23. Masło marki Mleczna Dolina
  24. Mleko marki Mleczna Dolina
  25. Ręczniki kuchenne marki Queen- grube- wyglądają na porządne
  26. Papier toaletowy marki Queen
  27. Proszek do prania marki Persil.
  28. Mydło Linde- 500 ml
  29. Parówki marki Krakus
  30. Koncentrat marki Kotlin
  31. Ręczniki marki Mola
  32. Mydło marki Biały Jeleń
  33. Makaron Firenze 1kg
  34. Ręczniki marki Flossy- cienkie, ale 4 rolki
  35. Papier marki Elegance
  36. Płyn marki PUR
  37. Pasta w zestawie z płukanką
  38. Olej Wielkopolski
  39. Ręczniki marki Foxy Mega

 

Który z w/w sklepów najczęściej odwiedzacie i na co zwracacie uwagę przy wyborze "ulubionej" placówki ?

 

Pozdrawiam,

Bernadetta

 

czwartek, 08 października 2015

CityTrail_4_of_111

Jak wiecie, przygodę z bieganiem rozpoczęłam pół roku temu, tj. dokładnie 6 kwietnia. O tym, że bieganie nigdy nie należało do moich ulubionych dyscyplin sportu, zwierzyłam się we wpisie jak przebiegłam pierwsze 5 km w życiu.

Nagle jednak coś się zmieniło, wylewanie podczas biegu hektolitrów potu, zaczęło przynosić mega frajdę. Kwiecień był niezaprzeczalnie miesiącem budowania wytrzymałości i aktywowania mięśni, które do tej pory były praktycznie nieużywane. Początkowo trochę mnie wszystko bolało i zaczęłam się nawet (krótko) zastanawiać czy nie zaufać lekarzom, którzy z uwagi na moje bóle brzucha zakazali mi wszelkiej aktywności fizycznej... 

Po pierwszym tygodniu mięśnie przyzwyczaiły się jednak do takiego wysiłku i pokonanie kilku kilometrów praktycznie nie sprawiało mi problemu. Swoje pierwsze 10 km pokonałam już po 3 tygodniach treningów. Co prawda czas 1g:08m:56s daleki był do ideału, ale jak na tak krótki okres przygotowań i tak uważam, że poszło mi całkiem nieźle. 

W maju starałam się biegać regularnie i zazwyczaj mi to wychodziło. Małymi kroczkami zaczęłam pobijać własne rekordy, walczyć z mniejszymi i większymi słabostkami i przekonałam się, że mimo iż czasem na początku wydaje mi się, że dam radę przebiec może 3 km, to jednak spokojnie truchtam po te 6-7, czasem 8 czy 10 km

Choć realnie założyłam, że w maju przebiegnę 80 km, po cichu liczyłam, że może uda się jednak pokonać 100 km. Niestety ze 2 dni treningów wypadły mi z powodu siły wyższej i skończyło się na 92 km

Czerwiec od razu skazany był na porażkę. Co prawda początkowo liczyłam na to, że mimo wyjazdu Krzyśka na szkolenie uda mi się jakoś biegać z wózkiem choć po kilka kilometrów, ale rzeczywistość szybko te plany zweryfikowała. 

Okazało się, że moje młodsze Dziecko w ogóle nie toleruje przyspieszonego tempa. Nawet, gdy szłam na szybszy spacer i zbliżałam się do tempa przekraczającego 6-7km/h, Mała zaczyna niemiłosiernie płakać. Po kilku bardzo krótkotrwałych próbach zmuszona więc byłam skapitulować. 

Od 1 do 25 czerwca włącznie byłam więc pobiegać tylko 5 razy, kiedy udało mi się zostawić Małą pod opieką Cioci lub Teściowej. Oczywiście tak nieregularne treningi zrobiły swoje. Wszystko, co wypracowałam przez pierwsze 1,5 m-ca gdzieś zniknęło.

Na lipiec zaplanowałam więc sobie powrót do jako takiej formy, którą zbudowałam przez te pierwsze miesiące. Postanowiłam biegać 4 razy w tygodniu (pon., śr, pt i nd) z różną intensywnością i powoli zacząć się przygotowywać do pierwszego w życiu półmaratonu. Początkowo całkiem fajnie szło i udawało się nawet biegać nieco więcej, niż zakładałam. Niestety zmuszona byłam zrobić kilkudniową przerwę, a później kolejną. Paradoksalnie do przystopowania "zmusił" mnie dentysta i poważny zabieg, który zakończył się założeniem na dziąsłach kilku szwów.

Plan minimum jednak wykonałam i pierwszy raz w życiu przekroczyłam biegowe 100 km w miesiącu. Udało mi się także pobić kilka małych życiówek. Co najważniejsze- bieganie zaczęło sprawiać jeszcze większą frajdę !

 

Sierpień i pierwsza połowa września to kilka krótszych i dłuższych urlopów, podczas których różnie bywało z czasem i możliwościami, aby trochę pobiegać. Skutkiem tego były średnio intensywne i dosyć rzadkie treningi oraz zbliżona kilometrówka w obu miesiącach. Druga połowa września to jednak także miesiąc małych biegowych przełomów. 

19 września wzięłam bowiem udział w pierwszym publicznym biegu na 5km w ramach City Trail we Wrocławiu i kolejny raz pobiłam swój rekord życiowy. Nie to jednak było najważniejsze, a przetarcie i zrozumienie, że bieg publiczny dostarcza zupełnie innego poziomu zadowolenia i więcej adrenaliny, niż samotny trening. 

We wrześniu także pobiłam rekord najdłuższego biegu i podczas jednego treningu pokonałam 16,5 km. A już w ten weekend biorę udział w kolejnym biegu n 5km w ramach cyklu City Trail, a 24.10.2015 r. spróbuję ukończyć pierwszy w życiu półmaraton.

 

Niektórzy z Was mogą się zastanawiać co mi daje bieganie ? Otóż korzyści jest masa, a z nich najważniejsze są:

- niesamowita radość- to takie trywialne, ale dopóki nie zaczniecie, nie będziecie sobie nawet w stanie wyobrazić, ile endorfin produkuje każdy przebiegnięty kilometr, pobicie własnej życiówki, czy też choćby zwalczenie słabości i zrobienie tych kilku kroków więcej, mimo że 2 minuty wcześniej wydawało Wam się, że zaraz wyzioniecie ducha.

- świadomość dołączenia do większej społeczności- społeczności biegaczy- kiedy pierwszy raz na trasie ktoś przyjaźnie Ci pomacha, początkowo zastanawiasz się czy nie pomylił Cię ze swoim znajomym. Kiedy sytuacja się powtarza, już wiesz, że nikt z nikim Cię nie pomylił. I nagle okazuje się, że nawet nikogo nie znając, możesz przebiec 5 czy 10 km w towarzystwie zupełnie obcej osoby i bardzo miło z Nią pogawędzić.

- rzeźbienie sylwetki- moje ciało zaczyna wracać do formy sprzed ciąży. Pośladki powoli się podnoszą, nawet na brzuchu pojawiają się mięśnie, które schowały się w czasie ciąży. Bez żadnej diety udało mi się też zgubić kilka centymetrów (w talii -3cm, w pasie i lewym udzie - 2cm, w prawym udzie i biodrach po -1cm).

- niespotykane zniżki- biegam różnymi trasami, ale to zazwyczaj na wałach widzę te same twarze i okazuje się, że dla nich również jestem widoczna. I to nie tylko dla biegaczy. Gdy kilka tygodni temu robiłam zdjęcia do paszportu dla siebie i Patki, Pan fotograf dał mi 20 % rabatu, uzasadniając że biegacze muszą się wspierać, a On mnie dobrze kojarzy z trasy. To było naprawdę fajne. I to nie dlatego, że dostałam rabat, ale że nagle poczułam się członkiem jakiejś magicznej rodziny.

 

Poniżej macie moje statystyki z endo (nie wszystkie treningi są zliczone, gdyż kilka razy apka się zawiesiła, ale mniej więcej obraz możecie poznać.

bieganie

W ciągu 6 miesięcy przebiegłam 485 km.

chodzenie1Przespacerowałam także z wózkiem 850 km (łącznie od połowy lutego przespacerowałam z Małą ponad 1070 km). Myślę, że to całkiem niezły wynik. 

I naprawdę mam powody do zadowolenia z samej siebie. Ale oczywiście nie spoczywam na laurach i dalej chodzę oraz biegam.

Moje aktualne "rekordy" prędkości to: 

3km- 14m:56s

5km- 25m:49s

10km- 55m:34s

 

Miłego dnia i mam nadzieję- do zobaczenia na trasie !

Bernadetta

07:31, bernadettap , lifestyle
Link Dodaj komentarz »
środa, 30 września 2015

CityTrail_4_of_1Niektórzy z Was wiedzą, że niedawno zaczęłam biegać. W sumie, niedawno jak niedawno, bo już zleciało prawie pół roku. Na inaugurację sezonu postanowiłam zapisać się na pierwszy półmaraton, ale po kilku dniach dopadły mnie wątpliwości, czy dam radę bez wcześniejszego startu na przetarcie. 

Długo się nie zastanawiałam i przed półmaratonem postanowiłam wziąć udział w biegu na 5 km. Po krótkich poszukiwaniach okazało się, że najbliższy we Wrocławiu w przystępnym terminie planowany jest w ramach cyklu City Trail. Od razu rzuciłam okiem na terminarz zawodów i zapisałam się na wszystkie 6 biegów. Koszt pojedynczego biegu to 15 złotych, a gdy od razu wykupuje się pakiet, jest to tylko 60 złotych za całość (lub 2 złote za 1 bieg dziecka i 10 za pakiet).

Mogłabym napisać, że się nie stresowałam, no bo przecież co to takiego przebiec 5km ? Stres, jaki mi towarzyszył, był jednak ogromny. 

Zaczęło się od tego, że podczas ostatniego treningu, na kilka dni przed biegiem, miałam wielki kryzys i nie byłam w stanie zrobić ani przyzwoitego czasu ani odległości. W wielkich męczarniach pokonałam raptem nieco ponad 6km w czasie 5,46/km. Nie tak to miało wyglądać. Miałam nabrać pewności siebie, a zaczęłam się bać. Tak, pierwszy raz w życiu obawiałam się czy będę w stanie ukończyć bieg na tak krótkim dystansie. 

I praktycznie byłam pewna, że nie będę w stanie nawet zbliżyć się do swojego najlepszego czasu, który na ten dzień na dystansie 5km wynosił 26 min. 39 s.

 

Dzień startu.

Po obfitym śniadaniu (brawo ja- niezbyt myśląca !), mniej więcej o 8.30, udaliśmy się do Lasu Osobowickiego. O 9.30 startował bowiem bieg najmłodszych dzieciaków, w którym chciała wystartować moja starsza (4-letnia) Córka. 

Odebranie numerów startowych zajęło nam dosłownie chwilę i trzeba przyznać, że absolutnie nie ma się w tym względzie do czego przyczepić.

Biegi najmłodszych grup również odbyły się sprawnie, a moja Mała już po kilku minutach cieszyła się z nagrody za ukończoną rywalizację, którą organizatorzy zaserwowali maluchom. Może rozdawanie lizaków nie jest zbyt wychowawcze, ale raz na jakiś czas chyba można dzieciakom na to pozwolić. 

CityTrail_2_of_1Julcia dumnie prezentuje swój nr startowy

O 11.00 rozpoczęła się rozgrzewka dla wszystkich uczestników biegu głównego na 5km, w której oczywiście postanowiłam wziąć udział. Po kilku minutach udaliśmy się na start i ustawiliśmy wg prognozowanych czasów ukończenia biegu. Chwilę przed startem stres debiutanta osiągnął kulminacyjny poziom

 CityTrail_3_of_1

Rozgrzewka

Punkt 11.30 wystartowaliśmy i... z racji tego, że nie liczyłam na zbyt dobry występ i ustawiłam się niemal na samym końcu, przez pierwsze 500 m dusiłam się od tumanów kurzu, którzy wzniecali ludzie biegnący przede mną. 

Zakładałam, że pierwszy kilometr pobiegnę najwolniej- tak jak robię to podczas treningów, ale rzeczywistość zweryfikowała moje plany. Aby czym prędzej móc nieco swobodniej oddychać, musiałam szybko zacząć wyprzedzać ludzi przede mną. Niestety wąska leśna ścieżka zrobiła swoje i niejednokrotnie musiałam biec po ściółce, co raz skończyło się wykręceniem nogi i dość intensywnym- aczkolwiek na szczęście krótkotrwałym bólem. 

Niestety kilka osób nie mogło się pogodzić z tym, że ktoś chce je wyprzedzić i złośliwie zabiegało drogę innym, ale nic to- wszak trzeba sobie radzić w każdych warunkach.

Gdy w końcu udało mi się wyprzedzić wszystkich maruderów i zyskałam nieco swobody, okazało się, że kolejna grupka znajduje się jakieś 100 metrów przede mną. Ruszyłam więc w samotny "pościg" i jakieś 1,5 kilometra przed metą dołączyłam do większej grupy zawodników, których również zaczęłam wyprzedzać. Czułam się fantastycznie ! Nawet nie spodziewałam się, że to może być takie fajne uczucie.

Gdy do mety zostało jakieś 200 metrów, zobaczyłam kibicujących mi najbliższych- Męża i Córeczki. I chyba ta euforia tak mnie ogarnęła, że zapomniałam, aby nieco przyspieszyć, co skutkowało tym, że już na ostatniej prostej wyprzedziły mnie dwie laski. Co prawda czas netto miały gorszy od mojego, ale jakiś niedosyt pozostał. Mimo, że 5 km biegłam najszybciej, to nie powinnam tak łatwo odpuścić na finiszu, ale przynajmniej wiem, co w pierwszej kolejności muszę naprawić już 10 października. 

W ogólnym rozrachunku jestem bardzo zadowolona. Poprawiłam rekord życiowy o 50 sekund, skończyłam bieg nieco za połową stawki (z czasem netto 25:49), a wśród kobiet w czwartej dziesiątce, pozostawiając za plecami ponad 100 innych przedstawicielek płci pięknej. Teraz wiem, że kiedyś zejdę poniżej 25 minut, muszę jeszcze tylko urwać kolejne 50 sekund. 

A jakie nadzieje pokładam w City Trail ? Liczę, że do 10 października organizatorzy naprawią błędy z pierwszego biegu. O ile bowiem opublikowanie najpierw nieprawidłowych wyników biegu (każdemu zawodnikowi dodano początkowo jakieś 25-50 sekund) mogłabym jeszcze przemilczeć, to niestety oznaczenie trasy biegu dzieci pozostawiało wiele do życzenia. Dzieciaki, które miały pokonać trasę duższą niż 600 metrów autentycznie były zagubione. Sami byliśmy świadkami tego, jak liderzy tracili solidnie wypracowaną przewagę, bo zamiast nawrócić, biegli nie tam, gdzie nie trzeba. Jedna dziewczynka po przekroczeniu linii mety od razu się rozpłakała i nie mogła uspokoić, gdyż przez kiepskie oznaczenie trasy została wyprzedzona przez inną zawodniczkę.

Niestety coś co miało dawać radość, dla niektórych dzieci zakończyło się rozczarowaniem. A można było tego uniknąć. I mam nadzieję, że następnem razem organizatorzy zrobią wszystko, co w ich mocy, aby tak się stało. 

Jeśli zastanawiacie się jednak czy warto wystartować w City Trail- odpowiedź jest jedna- oczywiście. Dla tej atmosfery, świetnej trasy i endorfin- jak najbardziej TAK :)

CityTrail_1_of_1Julia po biegu

CityTrail_4_of_11I ja po biegu

A zatem do zobaczenia już w październiku !

-Bernadetta

 

 

środa, 27 maja 2015

11329955_828552397228629_1740951531892885184_n

Uzależnienie od biegania nie mija. Wpadłam jak śliwka w kompot i bardzo się z tego cieszę. 

Biegam średnio co drugi dzień. Skupiam się przede wszystkim na budowaniu wytrzymałości, co jakiś czas próbując pobijać własne rekordy. Poza planowaniem w jakie dni będę biegać, nie ustalam sobie szczegółowych limitów, jeśli chodzi o odległości, jakie mam pokonać. Na to przyjdzie jeszcze czas.

Niedawno wspominałam Wam, jak przebiegłam swoje pierwsze 5 km w życiu. Paradoksalnie coś, co jeszcze niedawno wydawało mi się zadaniem niemożliwym, okazało się bardzo łatwe. Już pierwszego dnia pokonałam ten dystans. I od razu postawiłam sobie poprzeczkę wyżej. Moim celem było przebiegnięcie 10 km. Wiedziałam jednak, że tym razem aż tak łatwo nie będzie. 

Przez pierwsze dni skupiłam się więc na regularnych przebieżkach i utrzymywaniu jednostajnego tempa. To bardzo ważne, aby nie zrywać się co chwilę i zwalniać, tylko biec w porównywalnym tempie. Pozwoli nam to z radością pokonywać dłuższe odległości i stosunkowo- z biegiem czasu- budować wytrzymałość i popracować nad szybkością. Czym innym jest bowiem trening interwałowy, a czym innym chęć udowodnienia sobie i światu, jacy to szybcy jesteśmy. To się nigdy dobrze nie kończy. Wszak nie od razu Rzym zbudowano. 

Jak wiecie, przygodę z bieganiem rozpoczęłam 6 kwietnia. Później, zazwyczaj co drugi dzień wychodziłam na lekkie przebieżki. Przez pierwsze 3 tygodnie było to z reguły jednorazowo 4-6 km, gdyż tyle byłam w stanie przebiec bez większych wyrzeczeń. Oczywiście ambicja gdzieś tam mnie pchała i chciałam biec szybciej i szybciej, ale póki co przeważa jednak zdrowy rozsądek i staram się budować szybkość w miarę zwiększania wytrzymałości. 

18896_828552377228631_490445431743724572_n

 

16500_828552357228633_5777893511382269399_n

28 kwietnia, a więc nieco ponad 3 tygodnie po rozpoczęciu przygody z bieganiem, ubrałam swój strój i buty i choć Mąż patrzył trochę sceptycznie- poszłam pobiegać. Tego dnia, deszcz padał bowiem przeokrutnie. Wiał wiatr. Było zimno i tak jakoś nieprzyjemnie. Nie myśląc za wiele, wyszłam na dwór w okularach, zamiast założyć soczewki. Oczywiście już po chwili prawie nic nie widziałam. Przetarcie ich pomagało na chwilę, ale paradoksalnie, tak kiepska pogoda pozwoliła mi tego dnia powalczyć o jak najdłuższy bieg. 

Może znasz to uczucie ? Kiepska kondycja sama się nie poprawi, więc wracając do pewnych aktywności, albo rozpoczynając zupełnie nowe, chciałbyś być niewidzialny. No bo przecież ci wszyscy ludzie, których miniesz na swojej drodze, będą się patrzeć na Ciebie z politowaniem. Ja też tak myślałam. I dlatego to 28 kwietnia, gdy wszyscy ludzie uciekali przed deszczem, biegło mi się najlepiej. 

Gdzieś tak w okolicy szóstego kilometra uznałam, że chyba przyszła pora złamać granicę 10 kilometrów. Biegłam więc, nie zważając na to, że nic nie widzę. Przecierając co chwilę okulary, zeskakując z chodnika i wskakując na kolejny po drugiej stronie ulicy. Może gdybym wcześniej zaplanowała tak długi bieg, poszukałabym jakiejś bardziej przyjaznej dla stawów trasy, a tak poszłam na żywioł i biegłam praktycznie cały czas po twardej nawierzchni.

Jednak udało się ! Przebiegłam swoje pierwsze 10 km. Czas nie był idealny, ale jak po 3 tygodniach biegania i tak bardzo mnie zadowalał. 1g:08m:56s to i tak o jakieś 6 minut szybciej niż planowałam. Początkowo chodziło mi bowiem tylko o to, aby ten dystans przebiec. Dokładnie tak samo, jak podczas biegu na 5 km.

1535493_815806455169890_8541892118995383985_n

Jednak apetyty rośnie w miarę jedzenia. I tak, jak wspominałam Wam we wpisie metoda małych kroków zaplanowałam, że w maju przebiegnę ten dystans w czasie poniżej 1 godziny i 5 minut. I już dziś mogę Wam zdradzić, że się udało. I to zaledwie tydzień po pierwszym biegu na 10k. 

11114769_820034711413731_6066608839162922802_n

A to jeszcze nie jest moje ostatnie słowo i już niedługo napiszę Wam podsumowanie drugiego miesiąca biegania i moich mniejszych i większych osobistych sukcesów.

Za kilka dni bieganie zmieni jednak swój wymiar. Krzysiek wyjeżdża bowiem na prawie 4 tygodnie na szkolenie, więc pozostanie mi tylko truchtanie z wózkiem w dni robocze, gdy Julcia będzie chodzić do przedszkola. A że nie dysponuję specjalistycznym wózkiem do biegania, wykorzystam naszą gondolę i będę przez ten czas "biegać" tylko i wyłącznie w parku, po płaskiej powierzchni, gdyż zależy mi przede wszystkim na maksymalnym komforcie Małej.

Może macie dla mnie jakieś rady, które pomogą w miarę bezproblemowo pobiegać z niemowlakiem w wózku ?

A może sami zamierzacie rozpocząć swoją przygodę z bieganiem ? Jeśli tak, nie zastanawiajcie się czy warto. Zdecydowanie warto zrobić coś dla siebie !

Pamiętajcie jednak, że aby zminimalizować ryzyko kontuzji, powinniście unikać długotrwałego biegania po twardych nawierzchniach. Tak, tak, wiem- łatwo powiedzieć. Samej zdarza mi się zignorować tę zasadę, jednak gdy tylko mam możliwość i wcześniej wstępnie planuję trasę, staram się biegać po nieco bardziej przyjaznych nawierzchniach.

I teraz oprócz stosunkowego zwiększania szybkości, zaczynam powolną pracę, która zaprowadzi mnie do realizacji kolejnego celu, a więc przebiegnięcia 15 km, a następnie półmaratonu.  A może i kiedyś uda mi się przebiec maraton ? Kto wie...

 

Miłego dnia i do zobaczenia "na trasie",

Bernadetta

 

 
1 , 2
Smaczneblogi.pl Mikser Kulinarny - przepisy kulinarne i wyszukiwarka przepisów Durszlak.pl Znajdź przepis kulinarny - Katalog Smaków Blogi