Wpisy z tagiem: lifestyle

piątek, 20 listopada 2015

Olszewskiego_128_1_of_1

Olszewskiego_128_3_of_1

Do restauracji Olszewskiego 128 wybierałam się od kilku miesięcy, tj. od chwili, gdy okazało się, że jej współwłaścicielką jest Katarzyna Daniłowicz, znana przede wszystkim z udziału i późniejszego zwycięstwa w 4 edycji programu Top Chef Polska. Recenzje restauracji, na które natrafiałam w internecie oraz opinie znajomych, utwierdziły mnie w przekonaniu, że koniecznie muszę sama odwiedzić to miejsce.

Plan udało mi się w końcu zrealizować pod koniec września, gdy wybrałam się do restauracji wraz z rodziną, aby przygotować jej recenzję dla Magazynu Kocioł. Na wszelki wypadek zarezerwowałam stolik, choć po przybyciu na miejsce okazało się, że było to zbędne. W restauracji przebywał bowiem tylko jeden gość, choć już kilka minut później lokal zaczął się zapełniać.

Naszą uwagę przykuło bardzo przestronne wnętrze oraz piękne drewniane stoły, imitujące palety. Oprócz drewna dużo jest w lokalu bieli, nadającej bardzo przyjemny klimat. Od pierwszego momentu czuje się, że jest to miejsce dla ludzi w każdym wieku. Kiedyś spotkałam się z opinią, że wystrój wnętrza nie pasuje do tej restauracji, gdyż jest taki prosty, a nie odświętny, co przy rzekomo wysokich cenach dań, stwarza pewien dysonans, ale ja absolutnie się z tym nie zgadzam. Wolę restauracje przestronne, dobrze oświetlone, bez dziwacznych dodatków i dębowych stołów itd., niż te z wykrochmalonymi obrusami i kelnerami, którzy noszą przysłowiowy kij w tyłku. 

Już po chwili od przybycia podeszła do nas kelnerka i poinformowała, że ostatni raz możemy spróbować letniego menu, gdyż od następnego dnia do wyboru będą potrawy typowo jesienne. Niestety menu degustacyjne nie było dostępne, aczkolwiek podobno właściciele myślą już nad jego wprowadzeniem. Na przystawkę zamówiliśmy więc carpaccio wołowe z galaretką z czerwonego wina, pistacjami, rukolą i grzankami z brioche (26 pln) oraz raviolo z ziemniakami, ricottą, pecorino romano i płynnym żółtkiem (23 pln).

Olszewskiego_128_7_of_1

Mięso pokrojone w perfekcyjnie równe cieniutkie plasterki, tworzyło niesamowitą kompozycję smaków z galaretką i grzankami. Danie było idealnie zbilansowane pod każdym względem i choć mój mąż stwierdził, że dodałby do niego także odrobinę melona, ja absolutnie niczego bym nie zmieniła.

Olszewskiego_128_9_of_1

Gdy tylko pomyślałam, że trudno będzie pobić smak carpaccio, momentalnie musiałam zmienić zdanie. Raviolo w Olszewskiego 128 to idealnie mięciutkie ciasto, cudownie płynne (i to nie tylko w karcie) żółtko oraz najwyższej jakości dodatki. Dla młodszych dzieci to danie zbyt wyraziste w smaku, ale dla dorosłych mistrzowskie pod każdym względem.

Olszewskiego_128_10_of_1

Choć zamawianie po przystawce, a przed daniem głównym, jakiejkolwiek ekstra potrawy było mocno ryzykowne, nie mogłam się powstrzymać i poprosiłam o porcję kremu z dyni piżmowej z mlekiem kokosowym, olejem z pestek dyni, prażonymi pestkami dyni i kolendrą (14 pln). Zupa okazała się aksamitnie gładka, delikatna, bardzo łagodna, ale jednocześnie pełna smaku. I tu przyznam się, że była to pierwsza restauracyjna potrawa, którą podałam młodszej córce. O tym, że mała zjadła ją ze smakiem, chyba nie muszę wspominać ?

Olszewskiego_128_12_of_1

Na danie główne wybrałam halibuta z ziemniaczanym puree, kurkami, groszkiem, pietruszką i sosem maślano- pomidorowym (39 pln). Delikatne mięso, gotowanej na parze ryby, kremowe puree, duszone w punkt kurki, to nic w porównaniu do boskiego sosu, który podkręcał to danie. Zawsze z wielką obawą sięgam w restauracjach po ryby, ale tutaj absolutnie nie mam zastrzeżeń.

Olszewskiego_128_11_of_1

Mój mąż skusił się natomiast na długo duszony policzek wołowy z puree z dyni piżmowej, marchewką, pasternakiem, kluseczkami i ciemnym sosem z szałwią (48 pln). Mięso było delikatne, mięciutkie i rozpływało się w ustach. Dodatki idealnie komponowały się z wołowiną, a sos moglibyśmy jeść łyżkami. Może tylko zamiast 3 kluseczek zaserwowałabym ze 2 więcej, gdyż dla głodnego mężczyzny porcja wydaje się nieco za mała.

Olszewskiego_128_8_of_1

Nasza czteroletnia córka wybrała mini cheeseburgera z frytkami i ketchupem (15 pln). O ile frytki ze skórką zjadła bez mrugnięcia okiem, o tyle burgera rozłożyła na czynniki pierwsze i spożyła tylko kotleta i pół bułki. Taki burger to świetna sprawa dla nieco starszych dzieci. Dla maluchów proponuję jednak raczej rybę lub makaron, gdyż kanapkę ciężko im będzie ugryźć.

Olszewskiego_128_13_of_1

Choć po tych wszystkich pysznych potrawach mieliśmy już pełne żołądki, postanowiliśmy skosztować jeszcze deseru. Z oczywistych względów nasz wybór padł na crème brûlée z lodami z białej czekolady, żelem z porzeczek i ciemnymi owocami (15 pln). Cukier dark muscovado był idealnie skarmelizowany i świetnie komponował się z kremem oraz żelem z porzeczek. Nie wiem jednak czy to skutek przejedzenia obfitym obiadem, czy może moje zamiłowanie do nieco mniej słodkich deserów, ale odrobinę zmniejszyłabym ilość cukru w samym crème brûlée oraz w lodach, bo całość, choć bardzo ciekawie skomponowana i przygotowana bez zarzutów, to jednak dla mnie odrobinę za słodka.

Olszewskiego_128_6_of_1

 

Olszewskiego_128_4_of_1

Olszewskiego 128 to nie tylko przepyszna kuchnia. To również przemiła i profesjonalna obsługa. Choć do restauracji chodzimy regularnie kilka razy w miesiącu (a czasem i 3-4 razy w tygodniu) z takim podejściem do klienta rzadko mamy do czynienia. Mimo, iż kelnerzy mają naprawdę dużo pracy, z przyjemnością i uśmiechem na ustach doradzają w wyborze dań i niezwykle barwnie opowiadają o każdej z potraw. Z niesamowicie ciepłym podejściem odnoszą się także do najmłodszych, rozmawiając z nimi, pytając o ich potrzeby, a nie ignorując, jak to ma często miejsce w innych lokalach. I chyba nie przesadzę stwierdzając, że jest to jedna z najbardziej przyjaznych rodzinom z dziećmi wrocławskich restauracji.

Z przyjemnością będziemy tam wracać.

 

Pozdrawiam,

Bernadetta

 

Ps. Od tamtej pory byliśmy w Olszewskiego 128 jeszcze dwukrotnie i za każdym razem było i pysznie i bardzo miło. 

wtorek, 10 listopada 2015

najtansze_sklepy

Zastanawiałeś się czasem, gdzie zrobisz najtańsze zakupy ? Ranking najdroższych sklepów już znasz- przedstawiłam go w ubiegłym tygodniu.

Odwiedzasz popularne dyskonty i nieco większe markety i myślisz sobie- tu jest najtaniej. Przecież przy wejściu widziałem kartkę, na której ktoś poinformował, że za mleko, płatki, chleb i pomidory zapłacę 3 złote taniej niż u konkurencji....

Ale czy tak jest faktycznie ? 

Nie szukając daleko, gdy odwiedzałam te wszystkie sklepy, w Carrefourze znalazłam koszyk z kilkoma produktami oraz karteczką informującą, że w Biedronce za tyle samo produktów zapłacimy X złotych więcej. No właśnie. Tyle samo, a nie takie same produkty. Ja porównywałam ceny 40 takich samych produktów. Jeśli nie znalazłam produktu konretnej marki, do porównania wybierałam ten najbardziej zbliżony jakościowo. 

Okazało się, że najtańsze zakupy zrobiłabym w Auchan. Szczerze pozycja lidera mocno mnie zaskoczyła. Pewnie dlatego, że jeszcze niedawno Auchan odwiedzałam sporadycznie, gdyż znajdował się na drugim końcu miasta. Jakiś czas temu, Auchan wykupił jednak Reala i kilka miesięcy temu sklep pod banderą Reala, który miałam bardzo blisko domu, zmienił nie tylko właściciela, ale i nazwę. A co najważniejsze, powyższe zmiany skutkowały także obniżką cen. 

Na 2 miejscu podium w rankingu najtańszych sklepów uplasował się Kaufland. O ile nie jestem zaskoczona tą pozycją, o tyle pozytywne wrażenie zrobiło na mnie bogate zaopatrzenie. Większość popularnych produktów można tutaj dosyć łatwo znaleźć.

Na ostatnim miejscu podium znalazł się natomiast Lidl- sklep znany zwłaszcza z 3 rzeczy- tematycznych tygodni (swoją drogą najbardziej lubię włoski, grecki, Deluxe, a od kilku miesięcy także biegacza), bójek o Crocsy oraz torebki Wittchen, a także braku normalnych (patrz= małych) koszyków. 3 miejsce jest troszkę na wyrost, a to z racji tego, że w Lidlu często trudno szukać popularnych u nas produktów, które zostały zastąpione na półkach tańszymi zamiennikami. Odkąd mam jednak do Lidla rzut beretem, często robię w nim zakupy, ale z racji tego, że życie mi miłe- unikam wchodzenia do niego zaraz po otwarciu. W zasadzie nigdy tego nie robię. Bardzo lubię jednak bakalie, wiele produktów nabiałowych, ryby czy też wspomniane już produkty z różnych kuchni świata.

Tuż za podium wylądował Dino- sklep, który również mam niedaleko, a w zasadzie byłam w nim pierwszy raz przy okazji robienia tego koszyka zakupowego. Wcześniej wleciałam co prawda raz, ale dosłownie po jedną wodę mineralną i przyznaję szczerze, że błędnie oceniłam, iż ciężko tam znaleźć dobre gatunkowo produkty. W sklepie sporo jest popularnych produktów i między półkami całkiem przyjemnie można się poruszać, gdyż póki co- nie ma tam sporego ruchu.

Pierwszą piątkę zamyka Biedronka, zwana także Stonką lub kopią Lidla. Wszak to po sukcesie tematycznych tygodni w Biedronce nagle pojawiły się podobne akcje tematyczne. Na plus jednak trzeba zapisać, że coraz łatwiej znaleźć tu produkty lepsze gatunkowo w atrakcyjnych cenach. A co ważne, Biedronka stawia również na edukację i bodajże od tego roku wprowadziła także świetne oferty książkowe. I mam wrażenie, że to sukces tego posunięcia Biedronki, sprawił, iż w Lidlu również zaczęły się pojawiać ciekawe pozycje w nieco niższych cenach i czasem też można znaleźć smaczne kąski.

 

 Auchan

Kaufland

Lidl

Dino

Biedronka

Polo

Market

Netto

Carrefour

Simply

Market

E.

Leclerc

Kawa

(Jacobs zielony 250g)

9,99

11,156

10,006

10,79

8,65

11,99

10,79

10,99

10,83

10,62

Herbata Lipton cena za 100t

12,60

12,99

13,99

13,99

13,99

13,99

13,99

10,99

17,90

10,99

Cukier 1kg

2,25

2,29

2,29

2,29

2,29

2,29

2,29

2,29

2,29

2,29

Mąka pszenna 1 kg

(Basia lub Lubella)

2,51

2,85

1,357

2,89

1,3522

2,99

2,89

2,69

2,38

2,30

Olej

(Kujawski 1l)

5,481

5,39

4,99

5,99

5,49

5,99

5,95

5,59

5,9938

4,99

Chleb pszenny

(cena za 1kg)

4,58

4,98

2,98

4,89

3,18

3,18

4,98

3,65

4,98

4,13

Kajzerki

10 szt

1,40

1,50

2,90

3,00

2,90

2,90

2,90

2,90

2,90

1,80

Jajka ściółkowe lub z klatki cena za 10 szt

3,18

3,19

3,29

3,69

3,29

2,99

3,29

3,29

3,28

4,41

Masło Mlekovita 200g

4,03

2,99

3,298

4,49

3,2923

4,45

3,99

4,59

4,69

4,63

Czekolada gorzka Wedel

2,45

2,39

2,99

2,99

2,99

2,79

2,79

3,25

2,98

3,19

Woda Żywiec 1,5lx6 szt

9,72

10,02

10,149

11,34

11,34

11,34

10,74

10,50

10,14

9,96

Ser żółty             150g plastry

4,28

3,49

3,99

3,75

4,06

3,49

3,69

5,15

3,99

4,26

Śmietana 12 %; cena za 400g

1,66

1,69

1,69

1,99

1,88

1,89

1,68

1,69

1,58

2,80

Mleko      2 % Piątnica

2,63

2,192

1,8910

1,8917

1,8924

2,99

2,69

3,25

2,79

2,58

Pierś z kurczaka 1 kg

18,54

15,49

15,00

14,99

14,99

11,99

14,99

15,49

16,90

16,99

Schab b/kości 1kg

19,99

16,99

19,42

14,99

19,42

16,99

19,42

16,99

19,39

17,49

Gumy Orbit

1,64

1,79

1,89

1,89

1,89

1,99

1,89

1,85

1,88

1,84

Parówki 93 % mięsa (Sokołów; cena za 250g)

5,56

5,983

4,1611

4,4918

4,89

6,0629

5,99

5,25

4,98

7,00

Płatki śniadaniowe Chocapic 250g

4,26

4,25

2,2512

5,49

5,29

5,55

4,50

6,65

4,75

4,35

Koncentrat pomidorowy Pudliszki

2,50

2,58

2,58

2,6919

2,58

2,7930

2,99

2,75

2,98

2,49

Pomidory 1kg

4,23

4,99

8,67

4,99

4,99

4,98

5,99

5,55

5,69

4,99

Piwo 0,5l x4

10,40

10,76

12,06

11,40

11,96

11,00

10,88

11,96

11,56

10,80

Wino białe

21,84

17,89

21,99

17,99

17,49

18,99

19,99

16,99

17,78

21,99

Makaron spaghetti Lubella

2,81

2,90

3,1913

3,49

2,99

2,99

4,3933

3,75

3,79

3,17

Ryż 4x100g

2,66

2,59

1,55

2,79

2,49

2,79

2,15

2,99

2,99

1,89

Ręczniki kuchenne Regina

5,33

5,694

6,5814

6,9920

6,4925

4,9931

3,9934

9,29

5,9939

8,69

Papier toaletowy Regina

6,39

9,995

6,95

9,99

6,9526

10,15

10,9935

6,99

10,99

7,99

Proszek do prania Vizir – cena za 1,5 kg

20,09

19,99

17,99

18,99

19,9927

22,99

16,67

22,39

21,99

21,99

Płyn do mycia naczyń Fairy cena za 1l

5,81

5,99

5,99

5,99

5,97

5,99

6,9936

6,29

6,69

6,69

Mydło w płynie Palmolive

4,74

4,49

5,39

4,9921

2,9928

4,5932

5,99

4,80

6,48

8,49

Pasta do zębów Elmex

8,99

10,99

12,9916

11,99

10,99

12,99

17,9937

11,55

11,88

13,49

Sól

0,98

1,29

0,63

0,79

0,63

0,79

0,63

1,09

1,09

1,34

Ser mascarpone 250g

5,18

4,99

4,59

5,39

4,59

5,89

4,58

6,75

6,29

5,45

Majonez Winiary 400g

4,34

3,79

4,49

4,99

4,47

4,79

4,49

3,99

4,98

5,20

Banany 1 kg

3,48

3,49

3,49

3,99

3,49

3,48

3,49

3,99

4,55

4,99

Orzechy włoskie cena za 200g

8,99

15,58

13,99

11,98

26,64

15,98

11,18

15,99

11,39

16,53

Rodzynki cena 200g

3,50

3,69

2,95

2,98

3,32

3,33

3,00

5,09

3,19

2,39

Snickers

1,18

1,49

1,45

1,49

1,49

1,59

1,59

1,65

1,54

1,53

Coca-cola- cena za 2l

4,41

4,39

4,39

3,55

4,45

4,79

7,58

4,65

4,38

4,99

Mąka ziemniaczana cena za 1kg

4,70

3,89

3,90

3,98

3,89

3,99

3,99

5,25

4,99

5,39

Razem

249,51

 pln

253,06

pln

254,31 pln

257,26

pln

261,85

pln

266,52

pln

266,80 pln

271,39

pln

275,84

pln

277,09

pln

 

  1. Brak oleju Kujawskiego, uwzględniłam więc cenę oleju Wielkopolskiego.
  2. Mleko marki Mlekovita
  3. Parówki marki Krakus 90 % mięsa
  4. Ręczniki marki Foxy
  5. Papier toaletowy marki Camilla
  6. Kawa Jacobs dostępna w opakowaniach po 500 g
  7. Mąka marki Castello, za którą osobiście totalnie nie przepadam. Kupiłam raz i więcej po nią nie sięgnę.
  8. Masło marki Pilos, które dla odmiany bardzo lubię.
  9. Woda Nałęczowianki.
  10. Mleko Piątnicy spotkałam w Lidlu w zasadzie tylko podczas tygodnia polskiego. Na co dzień sprzedawane jest mleko Pilos, które mnie niestety nie smakuje.
  11. Parówki marki Pilos.
  12. Jedyne płatki czekoladowe- muzelki, które znalazłam to te firmy Coody. Niestety nawet nie wiem czy są zjadliwe.
  13. Makaron marki Cambino
  14. Ręczniki Regina są niedostępne. Z uwagi na fakt, że nie znalazłam podobnych jakościowo odpowiedników, uwzględniłam cenę 2 opakowaniach ręczników marki Frotto.
  15. Papier toaletowy marki Frotto
  16. Brak pasty Elmex, uwzględniłam cenę pasty Sensodyne.
  17. Mleko marki Jarocin.
  18. Parówki Sokołowa były niedostępne. Znalazłam tylko Berlinki 71% i ich cenę uwzględniłam, choć jak dla mnie nie da się ich jeść, ale o tym więcej w teście parówek, który niedługo Wam przedstawię.
  19. Koncentrat marki Kotlin.
  20. Ręczniki marki Velvet.
  21. Mydło marki Biały Jeleń.
  22. Mąka marki Złote Pola, której osobiście nie lubię, ale Basia i Lubella były niedostępne.
  23. Masło marki Mleczna Dolina
  24. Mleko marki Mleczna Dolina
  25. Ręczniki kuchenne marki Queen- grube- wyglądają na porządne
  26. Papier toaletowy marki Queen
  27. Proszek do prania marki Persil.
  28. Mydło Linde- 500 ml
  29. Parówki marki Krakus
  30. Koncentrat marki Kotlin
  31. Ręczniki marki Mola
  32. Mydło marki Biały Jeleń
  33. Makaron Firenze 1kg
  34. Ręczniki marki Flossy- cienkie, ale 4 rolki
  35. Papier marki Elegance
  36. Płyn marki PUR
  37. Pasta w zestawie z płukanką
  38. Olej Wielkopolski
  39. Ręczniki marki Foxy Mega

 

Który z w/w sklepów najczęściej odwiedzacie i na co zwracacie uwagę przy wyborze "ulubionej" placówki ?

 

Pozdrawiam,

Bernadetta

 

środa, 30 września 2015

CityTrail_4_of_1Niektórzy z Was wiedzą, że niedawno zaczęłam biegać. W sumie, niedawno jak niedawno, bo już zleciało prawie pół roku. Na inaugurację sezonu postanowiłam zapisać się na pierwszy półmaraton, ale po kilku dniach dopadły mnie wątpliwości, czy dam radę bez wcześniejszego startu na przetarcie. 

Długo się nie zastanawiałam i przed półmaratonem postanowiłam wziąć udział w biegu na 5 km. Po krótkich poszukiwaniach okazało się, że najbliższy we Wrocławiu w przystępnym terminie planowany jest w ramach cyklu City Trail. Od razu rzuciłam okiem na terminarz zawodów i zapisałam się na wszystkie 6 biegów. Koszt pojedynczego biegu to 15 złotych, a gdy od razu wykupuje się pakiet, jest to tylko 60 złotych za całość (lub 2 złote za 1 bieg dziecka i 10 za pakiet).

Mogłabym napisać, że się nie stresowałam, no bo przecież co to takiego przebiec 5km ? Stres, jaki mi towarzyszył, był jednak ogromny. 

Zaczęło się od tego, że podczas ostatniego treningu, na kilka dni przed biegiem, miałam wielki kryzys i nie byłam w stanie zrobić ani przyzwoitego czasu ani odległości. W wielkich męczarniach pokonałam raptem nieco ponad 6km w czasie 5,46/km. Nie tak to miało wyglądać. Miałam nabrać pewności siebie, a zaczęłam się bać. Tak, pierwszy raz w życiu obawiałam się czy będę w stanie ukończyć bieg na tak krótkim dystansie. 

I praktycznie byłam pewna, że nie będę w stanie nawet zbliżyć się do swojego najlepszego czasu, który na ten dzień na dystansie 5km wynosił 26 min. 39 s.

 

Dzień startu.

Po obfitym śniadaniu (brawo ja- niezbyt myśląca !), mniej więcej o 8.30, udaliśmy się do Lasu Osobowickiego. O 9.30 startował bowiem bieg najmłodszych dzieciaków, w którym chciała wystartować moja starsza (4-letnia) Córka. 

Odebranie numerów startowych zajęło nam dosłownie chwilę i trzeba przyznać, że absolutnie nie ma się w tym względzie do czego przyczepić.

Biegi najmłodszych grup również odbyły się sprawnie, a moja Mała już po kilku minutach cieszyła się z nagrody za ukończoną rywalizację, którą organizatorzy zaserwowali maluchom. Może rozdawanie lizaków nie jest zbyt wychowawcze, ale raz na jakiś czas chyba można dzieciakom na to pozwolić. 

CityTrail_2_of_1Julcia dumnie prezentuje swój nr startowy

O 11.00 rozpoczęła się rozgrzewka dla wszystkich uczestników biegu głównego na 5km, w której oczywiście postanowiłam wziąć udział. Po kilku minutach udaliśmy się na start i ustawiliśmy wg prognozowanych czasów ukończenia biegu. Chwilę przed startem stres debiutanta osiągnął kulminacyjny poziom

 CityTrail_3_of_1

Rozgrzewka

Punkt 11.30 wystartowaliśmy i... z racji tego, że nie liczyłam na zbyt dobry występ i ustawiłam się niemal na samym końcu, przez pierwsze 500 m dusiłam się od tumanów kurzu, którzy wzniecali ludzie biegnący przede mną. 

Zakładałam, że pierwszy kilometr pobiegnę najwolniej- tak jak robię to podczas treningów, ale rzeczywistość zweryfikowała moje plany. Aby czym prędzej móc nieco swobodniej oddychać, musiałam szybko zacząć wyprzedzać ludzi przede mną. Niestety wąska leśna ścieżka zrobiła swoje i niejednokrotnie musiałam biec po ściółce, co raz skończyło się wykręceniem nogi i dość intensywnym- aczkolwiek na szczęście krótkotrwałym bólem. 

Niestety kilka osób nie mogło się pogodzić z tym, że ktoś chce je wyprzedzić i złośliwie zabiegało drogę innym, ale nic to- wszak trzeba sobie radzić w każdych warunkach.

Gdy w końcu udało mi się wyprzedzić wszystkich maruderów i zyskałam nieco swobody, okazało się, że kolejna grupka znajduje się jakieś 100 metrów przede mną. Ruszyłam więc w samotny "pościg" i jakieś 1,5 kilometra przed metą dołączyłam do większej grupy zawodników, których również zaczęłam wyprzedzać. Czułam się fantastycznie ! Nawet nie spodziewałam się, że to może być takie fajne uczucie.

Gdy do mety zostało jakieś 200 metrów, zobaczyłam kibicujących mi najbliższych- Męża i Córeczki. I chyba ta euforia tak mnie ogarnęła, że zapomniałam, aby nieco przyspieszyć, co skutkowało tym, że już na ostatniej prostej wyprzedziły mnie dwie laski. Co prawda czas netto miały gorszy od mojego, ale jakiś niedosyt pozostał. Mimo, że 5 km biegłam najszybciej, to nie powinnam tak łatwo odpuścić na finiszu, ale przynajmniej wiem, co w pierwszej kolejności muszę naprawić już 10 października. 

W ogólnym rozrachunku jestem bardzo zadowolona. Poprawiłam rekord życiowy o 50 sekund, skończyłam bieg nieco za połową stawki (z czasem netto 25:49), a wśród kobiet w czwartej dziesiątce, pozostawiając za plecami ponad 100 innych przedstawicielek płci pięknej. Teraz wiem, że kiedyś zejdę poniżej 25 minut, muszę jeszcze tylko urwać kolejne 50 sekund. 

A jakie nadzieje pokładam w City Trail ? Liczę, że do 10 października organizatorzy naprawią błędy z pierwszego biegu. O ile bowiem opublikowanie najpierw nieprawidłowych wyników biegu (każdemu zawodnikowi dodano początkowo jakieś 25-50 sekund) mogłabym jeszcze przemilczeć, to niestety oznaczenie trasy biegu dzieci pozostawiało wiele do życzenia. Dzieciaki, które miały pokonać trasę duższą niż 600 metrów autentycznie były zagubione. Sami byliśmy świadkami tego, jak liderzy tracili solidnie wypracowaną przewagę, bo zamiast nawrócić, biegli nie tam, gdzie nie trzeba. Jedna dziewczynka po przekroczeniu linii mety od razu się rozpłakała i nie mogła uspokoić, gdyż przez kiepskie oznaczenie trasy została wyprzedzona przez inną zawodniczkę.

Niestety coś co miało dawać radość, dla niektórych dzieci zakończyło się rozczarowaniem. A można było tego uniknąć. I mam nadzieję, że następnem razem organizatorzy zrobią wszystko, co w ich mocy, aby tak się stało. 

Jeśli zastanawiacie się jednak czy warto wystartować w City Trail- odpowiedź jest jedna- oczywiście. Dla tej atmosfery, świetnej trasy i endorfin- jak najbardziej TAK :)

CityTrail_1_of_1Julia po biegu

CityTrail_4_of_11I ja po biegu

A zatem do zobaczenia już w październiku !

-Bernadetta

 

 

niedziela, 23 sierpnia 2015

 festiwal_food_truckw_18_of_1

festiwal_food_truckw_26_of_1

festiwal_food_truckw_22_of_1

Od niedawna ubolewałam, że w tym roku nie będę miała okazji wpaść na Festiwal Food Trucków i Zacnego Piwa przy Browarze Mieszczańskim. W ostatniej chwili udało się zmienić plany i pojawiliśmy się na kilka godzin do Wrocławia, aby nieco się posilić. 

Siłą rzeczy nie daliśmy rady spróbować wszystkiego, ani nawet odwiedzić każdej ciężarówki, ale co nieco skosztowaliśmy, a zdecydowana większość food trucków wywarła na nas pozytywne wrażenie. Wybaczcie mi tylko jakość zdjęć, bo zupełnie zapomniałam o aparacie i wszystkie pstryknęłam komórką.

 

Na festiwalu pojawiły się:

 

1. Bubble Tea
2. Taho Caravan 3. 66 american Burger
4. Bratwursty
5. Bud-k
6. Happy Little Truck 
7. Prywaciarze
8. Pepperminta
9. The Beef Brothers 
10. Osiem Misek
11. Byczy Burger
12. Tuk-Tuk Lody Tajskie
13. Taho Cafe 
14. Fragola
15. Dr Sok
16. Gofreak
17. Kill Grill 
18. American Food Truck 
19. Momo Smak
20. Paki Smaków
21. Naan Tandori & Grill
22. Wheel Meal

 

My w pierwszej kolejności zamówiliśmy buły z Ośmiu Misek. Mniej więcej po 25 minutach otrzymaliśmy klasyczną (9,00 zł) i salsę (12,00 zł), które jak zawsze w 100 % nam odpowiadały. Tak się bowiem składa, że tego food trucka odwiedzam już po raz enty i za każdym razem wszystko jest perfekcyjne. Przepyszne bułki maślane, doskonały pulled pork i świetne dodatki tworzą bułki znakomite. Na ich genialny pad thai nie mieliśmy już miejsca, ale jeśli chcecie smacznie zjeść, koniecznie ich odwiedźcie. Jak dla mnie jest to bowiem niezaprzeczalnie najlepszy food truck, jaki można spotkać we Wrocławiu. Jeśli lubicie umiarkowanie ostre jedzenie, myślę że się ze mną zgodzicie. A gdy z ostrością Wam nie po drodze, poproście o coś łagodniejszego- też Wam zrobią.

festiwal_food_truckw_24_of_1

festiwal_food_truckw_13_of_1

festiwal_food_truckw_14_of_1

W chwili, gdy ustawiłam się w kolejce do Ośmiu Misek, Krzysiek postanowił zapolować na burgera z 66 american burger. Zamówienie udało się złożyć idealnie w chwili, gdy ja odebrałam już nasze buły, a więc po około 25-30 minutach, a burgera przygotowano jakieś 15 minut później, także łączny czas oczekiwania był średnio zadowalający. Tym bardziej, że kolejka do tego food trucka nie była szalenie długa. Jeśli chodzi o samego burgera (13,00 zł) zarówno mięso, jak i bułka były bardzo smaczne i świeże. Nieliczne dodatki z przewagą cebuli fajnie podkręciły smak, choć sam burger był... tylko letni, a powinien być co najmniej mocno ciepły. Niestety brakowało tych kilku stopni temperatury, ale to w zasadzie jedyna jego wada. Stosunek jakości do ceny wypadł bowiem bardzo dobrze.

festiwal_food_truckw_10_of_1

festiwal_food_truckw_11_of_1

Julia skusiła się na gofra z bitą śmietaną, lentilkami i żelkami z Gofreak. Pierwsza moja myśl- to jakiś szaleniec chyba wymyślił, gdyż w oryginale dodają jeszcze ciastka oreo oraz owoce. Okazało się jednak, że Mała była wniebowzięta. Kto by jednak nie był, gdyby w wieku 4 lat jego rodzice przymknęli w końcu oko na te kilogramy cukru... Gofry w Gofreak są jednak bardzo smaczne i co nie zawsze jest normą- także świetnie wyglądają, więc raz na jakiś czas można sobie i dziecku na nie pozwolić.

festiwal_food_truckw_15_of_1

Gdy Krzysiek z Julią udali się na mini plac zabaw, ja stanęłam w kolejce po pierożki z Mono Smak. Zdecydowałam się na porcję z wołowiną (15,00 zł) i drugie- wegańskie z soczewicą (15,00 zł). Poprosiłam także o kimchi (8,00 zł) i zapłaciłam łącznie 38,00 zł. Gdy po mniej więcej 10 minutach Pan zaczął rozdawać gotowe zamówienia, otrzymałam tylko pierogi. Poprosiłam więc o kimchi i dopiero wtedy okazało się, iż Pan "zapomniał, że nie ma". Hmmm, ok, jakoś przeżyję. Najważniejsze, żeby pierożki były dobre. Dla podkreślenia smaku, wzięłam także jeden ostry oraz jeden łagodny sos. Niestety oba były w smaku praktycznie identyczne. Jeśli chodzi o same pierożki, niestety również szału nie było. Może, gdyby były one przygotowywane na miejscu, a nie wcześniej mrożone, wrażenia byłyby inne. Samo ciasto było smaczne, cienkie i fajnie zawinięte. Farsz w pierożkach wegańskich był zbyt suchy i niedoprawiony. Te z wołowiną okazały się nieco lepsze, choć bodajże 2 sztuki miały twarde i nieco gumowate mięso. Z przykrością więc stwierdzam, że spędzenie łącznie mniej więcej 35 minut w oczekiwaniu na te pierożki to była strata czasu. 

festiwal_food_truckw_7_of_1

festiwal_food_truckw_8_of_1

festiwal_food_truckw_9_of_1

Na deser skusiliśmy się także na owoce i ser w czekoladzie od Fragoli. Ceny "za jeden patyk" wahają się bodajże od 6 do 12 czy 13 złotych. Ja za ser, truskawki i kiwi zapłaciłam łącznie 27,00 złotych. Kiwi było bardzo smaczne, słodkie, soczyste, oblane dobrą czekoladą. Truskawek nie udało mi się spróbować, gdyż tak zasmakowały Julci, że po minucie nic z nich nie zostało. A ser w czekoladzie to mistrzostwo świata. Uwielbiam wszelkie sery pleśniowe, ale takiego na patyku z czekoladą do tej pory jeszcze nie jadłam i nie wiem, jak to się mogło stać. 

festiwal_food_truckw_3_of_1

festiwal_food_truckw_4_of_1

Trochę długo czekaliśmy także na lody z Tuk-Tuk Lody Tajskie i tak do końca też z ich smaku nie jestem zadowolona. Bardzo fajnie patrzy się na sposób ich przygotowania. Wizualnie cieszą oko, ale w smaku brakuje im pazura. Julia miała truskawkę (9,90 zł) z posypką (1,00 zł), a ja truskawkę z milką (10,90 zł) i niestety obie pozycje były mało truskawkowe. Poziom słodyczy był ok, ale zdecydowanie pozostanę jednak fanką lodów naturalnych czy to domowych czy np. z mojej ulubionej ostatnio lodziarni Lizing.

festiwal_food_truckw_1_of_1

Czekając na lody, skoczyłam jeszcze po koktajl (13,00 zł) do DrSok. Świetny, gęsty, bardzo smaczny i gotowy w kilka chwil. Jego fanką została moja młodsza Córka, która mając 7,5 miesiąca, wypiła mniej więcej 150 ml w ramach obiadu i była baaaardzo zadowolona. 

festiwal_food_truckw_19_of_1

Na fotki nie załapała się chimichanga (bodajże 20,00 zł) z Wheel meat, ale spokojnie możecie ją brać. Pszenna smażona tortilla z różnymi dodatkami, dosyć ostra, więc raczej nie dla dzieci, stanowi smaczną alternatywę dla licznych na festiwalu burgerów.

festiwal_food_truckw_20_of_1

Aaaa, zupełnie bym zapomniała, że na festiwalu można się też napić rzemieślniczego piwa (za 2 butelki- jedno normalne drugie bezalkoholowe- zapłaciłam 12,00 zł).

festiwal_food_truckw_17_of_1

I żałuję, że nie miałam już miejsca, aby spróbować cokolwiek z Wege trucka, gdyż menu wyglądało bardzo obiecująco.

 festiwal_food_truckw_27_of_1

Pozdrawiam,

Bernadetta 

 

środa, 27 maja 2015

11329955_828552397228629_1740951531892885184_n

Uzależnienie od biegania nie mija. Wpadłam jak śliwka w kompot i bardzo się z tego cieszę. 

Biegam średnio co drugi dzień. Skupiam się przede wszystkim na budowaniu wytrzymałości, co jakiś czas próbując pobijać własne rekordy. Poza planowaniem w jakie dni będę biegać, nie ustalam sobie szczegółowych limitów, jeśli chodzi o odległości, jakie mam pokonać. Na to przyjdzie jeszcze czas.

Niedawno wspominałam Wam, jak przebiegłam swoje pierwsze 5 km w życiu. Paradoksalnie coś, co jeszcze niedawno wydawało mi się zadaniem niemożliwym, okazało się bardzo łatwe. Już pierwszego dnia pokonałam ten dystans. I od razu postawiłam sobie poprzeczkę wyżej. Moim celem było przebiegnięcie 10 km. Wiedziałam jednak, że tym razem aż tak łatwo nie będzie. 

Przez pierwsze dni skupiłam się więc na regularnych przebieżkach i utrzymywaniu jednostajnego tempa. To bardzo ważne, aby nie zrywać się co chwilę i zwalniać, tylko biec w porównywalnym tempie. Pozwoli nam to z radością pokonywać dłuższe odległości i stosunkowo- z biegiem czasu- budować wytrzymałość i popracować nad szybkością. Czym innym jest bowiem trening interwałowy, a czym innym chęć udowodnienia sobie i światu, jacy to szybcy jesteśmy. To się nigdy dobrze nie kończy. Wszak nie od razu Rzym zbudowano. 

Jak wiecie, przygodę z bieganiem rozpoczęłam 6 kwietnia. Później, zazwyczaj co drugi dzień wychodziłam na lekkie przebieżki. Przez pierwsze 3 tygodnie było to z reguły jednorazowo 4-6 km, gdyż tyle byłam w stanie przebiec bez większych wyrzeczeń. Oczywiście ambicja gdzieś tam mnie pchała i chciałam biec szybciej i szybciej, ale póki co przeważa jednak zdrowy rozsądek i staram się budować szybkość w miarę zwiększania wytrzymałości. 

18896_828552377228631_490445431743724572_n

 

16500_828552357228633_5777893511382269399_n

28 kwietnia, a więc nieco ponad 3 tygodnie po rozpoczęciu przygody z bieganiem, ubrałam swój strój i buty i choć Mąż patrzył trochę sceptycznie- poszłam pobiegać. Tego dnia, deszcz padał bowiem przeokrutnie. Wiał wiatr. Było zimno i tak jakoś nieprzyjemnie. Nie myśląc za wiele, wyszłam na dwór w okularach, zamiast założyć soczewki. Oczywiście już po chwili prawie nic nie widziałam. Przetarcie ich pomagało na chwilę, ale paradoksalnie, tak kiepska pogoda pozwoliła mi tego dnia powalczyć o jak najdłuższy bieg. 

Może znasz to uczucie ? Kiepska kondycja sama się nie poprawi, więc wracając do pewnych aktywności, albo rozpoczynając zupełnie nowe, chciałbyś być niewidzialny. No bo przecież ci wszyscy ludzie, których miniesz na swojej drodze, będą się patrzeć na Ciebie z politowaniem. Ja też tak myślałam. I dlatego to 28 kwietnia, gdy wszyscy ludzie uciekali przed deszczem, biegło mi się najlepiej. 

Gdzieś tak w okolicy szóstego kilometra uznałam, że chyba przyszła pora złamać granicę 10 kilometrów. Biegłam więc, nie zważając na to, że nic nie widzę. Przecierając co chwilę okulary, zeskakując z chodnika i wskakując na kolejny po drugiej stronie ulicy. Może gdybym wcześniej zaplanowała tak długi bieg, poszukałabym jakiejś bardziej przyjaznej dla stawów trasy, a tak poszłam na żywioł i biegłam praktycznie cały czas po twardej nawierzchni.

Jednak udało się ! Przebiegłam swoje pierwsze 10 km. Czas nie był idealny, ale jak po 3 tygodniach biegania i tak bardzo mnie zadowalał. 1g:08m:56s to i tak o jakieś 6 minut szybciej niż planowałam. Początkowo chodziło mi bowiem tylko o to, aby ten dystans przebiec. Dokładnie tak samo, jak podczas biegu na 5 km.

1535493_815806455169890_8541892118995383985_n

Jednak apetyty rośnie w miarę jedzenia. I tak, jak wspominałam Wam we wpisie metoda małych kroków zaplanowałam, że w maju przebiegnę ten dystans w czasie poniżej 1 godziny i 5 minut. I już dziś mogę Wam zdradzić, że się udało. I to zaledwie tydzień po pierwszym biegu na 10k. 

11114769_820034711413731_6066608839162922802_n

A to jeszcze nie jest moje ostatnie słowo i już niedługo napiszę Wam podsumowanie drugiego miesiąca biegania i moich mniejszych i większych osobistych sukcesów.

Za kilka dni bieganie zmieni jednak swój wymiar. Krzysiek wyjeżdża bowiem na prawie 4 tygodnie na szkolenie, więc pozostanie mi tylko truchtanie z wózkiem w dni robocze, gdy Julcia będzie chodzić do przedszkola. A że nie dysponuję specjalistycznym wózkiem do biegania, wykorzystam naszą gondolę i będę przez ten czas "biegać" tylko i wyłącznie w parku, po płaskiej powierzchni, gdyż zależy mi przede wszystkim na maksymalnym komforcie Małej.

Może macie dla mnie jakieś rady, które pomogą w miarę bezproblemowo pobiegać z niemowlakiem w wózku ?

A może sami zamierzacie rozpocząć swoją przygodę z bieganiem ? Jeśli tak, nie zastanawiajcie się czy warto. Zdecydowanie warto zrobić coś dla siebie !

Pamiętajcie jednak, że aby zminimalizować ryzyko kontuzji, powinniście unikać długotrwałego biegania po twardych nawierzchniach. Tak, tak, wiem- łatwo powiedzieć. Samej zdarza mi się zignorować tę zasadę, jednak gdy tylko mam możliwość i wcześniej wstępnie planuję trasę, staram się biegać po nieco bardziej przyjaznych nawierzchniach.

I teraz oprócz stosunkowego zwiększania szybkości, zaczynam powolną pracę, która zaprowadzi mnie do realizacji kolejnego celu, a więc przebiegnięcia 15 km, a następnie półmaratonu.  A może i kiedyś uda mi się przebiec maraton ? Kto wie...

 

Miłego dnia i do zobaczenia "na trasie",

Bernadetta

 

 
1 , 2
Smaczneblogi.pl Mikser Kulinarny - przepisy kulinarne i wyszukiwarka przepisów Durszlak.pl Znajdź przepis kulinarny - Katalog Smaków Blogi